- E-2D jest jednocześnie latającym radarem, centrum łączności i stanowiskiem dowodzenia.
- Wartość 1,196 mld dolarów jest górnym limitem umowy, a nie potwierdzoną ceną trzech samolotów.
- Wersja Block II otrzyma zmodernizowaną kabinę, komputery, oprogramowanie i zabezpieczenia cyfrowe.
- Polska ma dwa samoloty Saab 340 AEW, ale musi już myśleć o docelowym systemie po 2030 roku.
Prawie 400 mln dolarów za jeden samolot?
Northrop Grumman otrzymał kontrakt na produkcję, dostarczenie i wsparcie trzech samolotów E-2D Advanced Hawkeye Block II dla amerykańskiej marynarki wojennej. Maksymalna wartość umowy wynosi 1,196 mld dolarów, a zakończenie prac zaplanowano na grudzień 2031 roku. W chwili podpisania kontraktu uruchomiono nieco ponad 583 mln dolarów.
Podzielenie całej kwoty przez trzy daje około 399 mln dolarów. Nie jest to jednak rzeczywista cena katalogowa pojedynczego E-2D.
Pentagon określił wartość kontraktu jako „not-to-exceed”, czyli kwotę, której umowa nie powinna przekroczyć. Ostateczny koszt może być niższy. Jest to ponadto umowa, której wszystkie warunki cenowe i szczegóły zakresu prac nie zostały jeszcze ostatecznie uzgodnione.
Kontrakt nie obejmuje wyłącznie trzech płatowców. W jego ramach przewidziano także wsparcie związane z dostawą maszyn. W przypadku tak zaawansowanej platformy może ono obejmować dokumentację, wyposażenie obsługowe, części, przygotowanie zaplecza, pracę inżynierów i pomoc przy wprowadzaniu samolotów do służby.
Kwoty nie można więc traktować jak ceny samochodu stojącego w salonie. Wojsko kupuje nie tylko samolot, lecz także możliwość jego utrzymywania i wykorzystywania przez wiele lat.
Hawkeye jest oczami i częścią mózgu całego zgrupowania
E-2D nie przenosi bomb ani pocisków. Na pierwszy rzut oka może więc wydawać się mniej ważny od myśliwca albo maszyny uderzeniowej. Jego zadaniem jest jednak sprawienie, by inne samoloty, okręty i systemy przeciwlotnicze mogły skuteczniej walczyć.
Advanced Hawkeye jest latającym systemem wczesnego ostrzegania i dowodzenia. Charakterystyczny talerz nad kadłubem mieści antenę radaru. Załoga obserwuje sytuację w powietrzu i na morzu, analizuje wykryte obiekty, ostrzega przed zagrożeniami oraz przekazuje informacje innym uczestnikom operacji.
Amerykańska marynarka wykorzystuje Hawkeye’e do koordynowania obrony powietrznej, działań lotniczych, misji ratowniczych i operacji prowadzonych przez okręty. Samolot może też działać jako przekaźnik łączności pomiędzy jednostkami znajdującymi się daleko od siebie.
W uproszczeniu można powiedzieć, że myśliwiec jest pięścią, a E-2D oczami i częścią mózgu całego zgrupowania.
Maszyna może wykryć zagrożenie, przekazać jego pozycję myśliwcowi albo okrętowi i pomóc rozdzielić cele pomiędzy dostępne systemy uzbrojenia. Pilot nie musi wtedy samodzielnie poszukiwać przeciwnika przy użyciu własnego radaru. Może otrzymać gotowe dane i skoncentrować się na przechwyceniu wskazanego obiektu.
Radar znajdujący się na ziemi nie widzi wszystkiego. Jego możliwości ograniczają między innymi zabudowa, ukształtowanie terenu i krzywizna Ziemi. Szczególnie trudne do wykrycia są cele lecące nisko: drony, pociski manewrujące i samoloty próbujące ukryć się poniżej horyzontu radarowego.
Podniesienie radaru na wysokość kilku kilometrów znacznie zwiększa obserwowany obszar. Samolot wczesnego ostrzegania może wcześniej zauważyć nisko lecący obiekt, dając obronie dodatkowy czas na rozpoznanie zagrożenia i przygotowanie reakcji.
Te dodatkowe minuty mogą zdecydować, czy myśliwce zdążą wystartować, bateria przeciwlotnicza otrzyma dane o celu, a personel bazy będzie miał czas na ukrycie się przed uderzeniem.
E-2D ma pięcioosobową załogę: dwóch pilotów i trzech operatorów systemów misji. Może korzystać z tankowania w powietrzu, co pozwala wydłużyć czas patrolowania wyznaczonego obszaru.
Block II: sprawdzony samolot z nowym cyfrowym wnętrzem
Nowy kontrakt dotyczy wersji określanej jako E-2D Block II. Nie jest to całkowicie nowy typ samolotu. Podstawowa konstrukcja pozostaje rozpoznawalnym Hawkeye’em z dwoma silnikami turbośmigłowymi i dużą anteną nad kadłubem.
Największe zmiany dotyczą wyposażenia znajdującego się wewnątrz. Modernizacja ma objąć kabinę pilotów, komputery misji, architekturę informatyczną, oprogramowanie i zabezpieczenia przed cyberatakami.
Ma to ogromne znaczenie, ponieważ E-2D nie jest jedynie samolotem z radarem. To latające centrum przetwarzania informacji. Musi odbierać dane z wielu źródeł, łączyć je w jeden obraz sytuacji i przekazywać go innym uczestnikom operacji.
Zagrożenie może zostać wykryte przez radar samolotu, okręt, satelitę, bezzałogowiec albo naziemny system przeciwlotniczy. System dowodzenia musi ocenić, czy wszystkie sensory obserwują ten sam obiekt, jak niebezpieczny jest cel oraz kto powinien go zwalczać.
Starzejące się komputery i zamknięte oprogramowanie mogą ograniczać wartość nawet bardzo dobrego radaru. Block II ma ułatwiać kolejne aktualizacje oraz dostosowywanie platformy do nowych zagrożeń.
Wysoka wartość kontraktu wynika także ze skomplikowania całego systemu. Do obsługi E-2D potrzebni są nie tylko piloci, lecz również operatorzy radarów i łączności, technicy, informatycy oraz specjaliści analizujący sytuację powietrzną.
Załoga musi ćwiczyć współpracę z myśliwcami, okrętami i naziemną obroną przeciwlotniczą. Potrzebne są symulatory, chroniona infrastruktura informatyczna, urządzenia diagnostyczne i zapas części.
Radar, komputery i systemy komunikacji muszą być regularnie modernizowane, ponieważ przeciwnik rozwija nowe metody zakłócania i wykrywania emisji elektromagnetycznych. Właśnie dlatego porównywanie ceny E-2D z kosztem samolotu transportowego o podobnych rozmiarach nie ma większego sensu. Płatowiec jest jedynie nosicielem znacznie droższych sensorów, komputerów i środków łączności.
Polska ma dwa Saaby, ale to dopiero początek
Na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP znajdują się dwa samoloty Saab 340 AEW pozyskane ze Szwecji. Maszyny są wyposażone w radary Erieye i pozwalają obserwować przestrzeń powietrzną z większej odległości niż wiele naziemnych stacji radarowych.
To istotna zmiana. Polska po raz pierwszy uzyskała własne samoloty tej klasy, zamiast polegać wyłącznie na radarach lądowych i wsparciu sojuszników.
Dwie maszyny nie tworzą jednak dużej floty. Ich czas trzeba dzielić między zadania operacyjne, szkolenie załóg, przeglądy i naprawy. Jeżeli jeden samolot znajduje się w obsłudze technicznej, drugi musi równocześnie zapewniać szkolenie i gotowość do działania.
Nie jest to wada samego Saaba, lecz naturalne ograniczenie wynikające z niewielkiej liczby dostępnych platform.
Obecne maszyny mogą być dla Polski przede wszystkim sposobem zdobywania doświadczenia. Pozwalają szkolić operatorów, tworzyć procedury, ćwiczyć współpracę z F-16, przyszłymi F-35 oraz naziemnymi systemami obrony powietrznej.
Wojsko może również sprawdzić, jak często samolot wczesnego ostrzegania powinien znajdować się w powietrzu, ilu potrzeba operatorów i jak szybko informacje powinny trafiać do myśliwców, Wisły i Narwi.
Wprowadzenie Saabów nie kończy więc dyskusji o powietrznym rozpoznaniu. Rozpoczyna przygotowania do wyboru rozwiązania docelowego.
Czy E-2D byłby właściwy dla Polski?
Wysoka wartość amerykańskiego kontraktu nie oznacza, że Polska powinna kupić właśnie Hawkeye’e.
E-2D został zaprojektowany do operowania z lotniskowców. Musi wytrzymywać gwałtowne starty przy użyciu katapulty i twarde lądowania, podczas których hak samolotu jest zatrzymywany przez liny rozciągnięte na pokładzie.
Ma również składane skrzydła oraz wyposażenie dostosowane do przechowywania i obsługi na okręcie. Polska, która wykorzystywałaby samoloty wyłącznie z baz lądowych, nie potrzebuje części tych możliwości.
Państwo operujące tylko z lotnisk może wybrać większą platformę opartą na samolocie cywilnym. Taka maszyna może oferować więcej miejsca dla operatorów, dodatkowe paliwo i wygodniejsze warunki podczas długich patroli, bez ponoszenia kosztu przystosowania do lotniskowca.
Z drugiej strony E-2D jest konstrukcją sprawdzoną, rozwijaną od lat i produkowaną seryjnie. Ma dużą społeczność użytkowników, rozwinięty system szkolenia i zaplecze serwisowe.
Polecany artykuł:
Decyzja o docelowym polskim samolocie wczesnego ostrzegania powinna więc wynikać z potrzeb operacyjnych, a nie z prostego porównania cen.
Trzeba określić, jak długo maszyna ma pozostawać w powietrzu, jaki obszar obserwować, z jakimi systemami wymieniać dane oraz ilu operatorów ma pracować na pokładzie. Ważne będą także koszt godziny lotu, dostępność części, odporność na zakłócenia i możliwość bezpiecznego przesyłania informacji do polskich systemów dowodzenia.
Jedną z możliwości jest zakup nowych samolotów. Inną — udział w rozwiązaniu wielonarodowym NATO albo połączenie kilku rodzajów sensorów: samolotów załogowych, dronów, aerostatów i satelitów.
Nawet najbardziej zaawansowany E-2D nie powinien działać samodzielnie. Latający radar może być zmuszony do pozostawania daleko od przeciwnika ze względu na zagrożenie ze strony myśliwców i pocisków dalekiego zasięgu. Jego emisję mogą również wykrywać systemy rozpoznania radioelektronicznego.
Nowoczesny system wczesnego ostrzegania musi więc opierać się na wielu źródłach danych. Samoloty powinny współpracować z radarami naziemnymi, okrętami, satelitami, bezzałogowcami i pasywnymi sensorami, które nie emitują własnego sygnału.
Powietrzne oko jest drogie, lecz ślepota kosztuje więcej
Kontrakt na trzy E-2D pokazuje, że zdolność wczesnego ostrzegania należy do najdroższych elementów nowoczesnego lotnictwa. Cena wynika jednak nie tylko z kosztu samolotu. Obejmuje zaawansowany radar, komputery, bezpieczną łączność, wsparcie techniczne i zdolność do kierowania działaniami wielu innych platform.
Myśliwiec może być szybszy i przenosić uzbrojenie, ale bez danych nie zawsze będzie wiedział, gdzie znajduje się przeciwnik i który cel jest najważniejszy. System przeciwlotniczy może dysponować bardzo dobrym pociskiem, lecz nie wykorzysta jego zasięgu, jeżeli zbyt późno wykryje zagrożenie.
Dlatego samolotu wczesnego ostrzegania nie należy oceniać wyłącznie przez pryzmat ceny pojedynczej maszyny. Jego wartość polega na zwiększaniu skuteczności całej armii.
Polska zrobiła pierwszy krok, wprowadzając dwa samoloty Saab 340 AEW. Kolejnym powinno być określenie, jak ma wyglądać docelowa zdolność po 2030 roku: ile maszyn potrzeba, jak długo mają pełnić dyżury i z jakimi systemami muszą współpracować.
Amerykańskie 1,2 mld dolarów za trzy Hawkeye’e pokazuje skalę rachunku. Pokazuje również cenę, którą trzeba zapłacić za wcześniejsze wykrycie przeciwnika i dodatkowy czas na podjęcie decyzji.