• Czas ogłoszenia umowy nie jest przypadkowy, bo przypada na fiasko rozejmu z 17 czerwca i w rzeczy samej jest presją Waszyngtonu oraz Rijadu na Teheran.
• Pakt obronny z atomowym Pakistanem daje Saudyjczykom realne, zewnętrzne zaplecze nuklearne w razie eskalacji.
• Iran zyska idealny argument propagandowy, wytykając USA brak wymogu Protokołu Dodatkowego MAEA dla Saudyjczyków przy przy jednoczesnych restrykcjach wobec Teheranu.
Planowana umowa ma obowiązywać przez 30 lat
Zakłada głębokie zaangażowanie amerykańskich firm w rozwój saudyjskiego sektora energetycznego. Umowa otwiera drogę do ewentualnej budowy zakładu wzbogacania uranu na terytorium Arabii Saudyjskiej. Miałoby to nastąpić po przeprowadzeniu serii wspólnych badań przez oba państwa.
Na razie mowa o projekcie porozumienia. Do zawarcia umowy potrzebna jest zgoda Kongresu, a inicjatywa Donalda Trumpa będzie przedmiotem gorącej dyskusji. Chodzi o to, że saudyjskie dążenia do własnego wzbogacania uranu budzą obawy o wywołanie nowej fali proliferacji (rozpowszechniania) broni jądrowej i niebezpiecznego wyścigu zbrojeń na Bliskim Wschodzie. Źródła zbliżone do sprawy przewidują, że umowa raczej nie będzie obejmować Dodatkowego Protokołu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), co uniemożliwi prowadzenie rozszerzonych inspekcji i monitoringu.
Additional Protocol (Dodatkowy Protokół) to dobrowolne, ale kluczowe rozszerzenie podstawowej umowy o gwarancjach bezpieczeństwa, którą państwa podpisują z MAEA. Daje on inspektorom MAEA wgląd w cały proces programu wzbogacania uranu. Protokół powstał w latach 90. (po wojnie w Zatoce Perskiej), gdy wyszło na jaw, że Irak rozwijał tajny program broni jądrowej tuż pod nosem inspektorów, bo działał w miejscach, których standardowe umowy nie pozwalały kontrolować ani monitorować. Bez podpisanego Protokołu Dodatkowego MAEA ma tzw. związane ręce – może kontrolować tylko te instalacje, które Saudyjczycy sami oficjalnie wskażą. Wzbudza to obawy Kongresu USA i ekspertów, że bez tego mechanizmu Królestwo Arabii Saudyjskiej mogłoby równolegle prowadzić ukryte prace nad własną bronią atomową.
Biały Dom uważa, że Teheran skrywa prace nad wyprodukowaniem broni jądrowej
Kształtujące się porozumienie jest pochodną napiętej sytuacji geopolitycznej w rejonie Zatoki Perskiej. USA prowadzą de facto wojnę z Iranem, gdyż Biały Dom uważa, że Teheran skrywa prace nad wyprodukowaniem broni jądrowej. Irańczycy przekonują, że interesuje ich tylko pokojowe wykorzystanie energii jądrowej.
Obecnie na świecie komercyjne elektrownie jądrowe produkujące energię elektryczną działają w 31 państwach. Są, poza Iranem – zakładając, że ich oświadczenia są szczere – państwa, które dążą do pokojowego wykorzystania energii jądrowej, przede wszystkim dla celów energetycznych. To m.in. Polska, Turcja, Kazachstan, Egipt i Bangladesz. Jak podaje World Nuclear Association, cywilne programy jądrowe obejmują nie tylko elektrownie, ale też produkcję izotopów medycznych i przemysłowych, radioterapię oraz badania naukowe. Dzieje się to w ponad 50 państwach, które eksploatują łącznie 220 cywilnych reaktorów badawczych.
Do grona tych państw prawdopodobnie dołączy, mimo obiekcji części Kongresu, również Arabia Saudyjska. Ważne jest to, że 17 września 2025 r. Arabia Saudyjska zawarła z Pakistanem porozumienie o wzajemnej obronie (Strategic Mutual Defence Agreement). Islamabad, po izraelskim ataku na Katar, zadeklarował gotowość udostępnienia swojego programu nuklearnego Saudyjczykom „w razie potrzeby”.
Agencje podkreślają, że zarówno Donald Trump, jak i b. prezydent Joe Biden zabiegali o zawarcie umowy nuklearnej z Królestwem o transferze amerykańskich technologii nuklearnych. Przedstawiciele Białego Domu, Departamentu Energii USA oraz saudyjscy urzędnicy w Rijadzie nie odpowiedzieli dotychczas na prośby o komentarz w sprawie omawianego porozumienia...
Kilka zdań komentarza
Można tę amerykańską inicjatywę postrzegać jako dopełnienie długiego procesu zainicjowanego przez prezydenta Bidena i kontynuowanego przez prezydenta Trumpa. Wszakże wydaje się, że została ona ogłoszona w czasie, w którym de facto rozleciał się 60-dniowy rozejm zawarty 17 czerwca między USA a Iranem. Rijad (i Waszyngton) śle jasny sygnał dla Teheranu: z pomocą USA i Pakistanu osiągniemy szybciej ten sam cel, który wy deklarujecie, a co do którego mamy wątpliwości, czy w rzeczywistości jest celem o charakterze cywilnym.
Nie należy mieć wątpliwości, że Teheran zareaguje – to jest oczywiste. Nie wiadomo tylko, jak i kiedy to uczyni. Prognozy są już stawiane w mediach arabskich. Według nich – i nie trzeba być zacnym ekspertem, by przewidzieć taką reakcję – Iran będzie zarzucał Waszyngtonowi hipokryzję. Będzie głośno artykułował, że USA domagają się, by irański program nuklearny podlegał ścisłej kontroli, podczas gdy Saudyjczykom Waszyngton daje wolną rękę na wzbogacanie uranu bez pełnego nadzoru MAEA. To jest „zwykła” gra geopolityczna, która może przynieść tzw. nieprzewidziane implikacje.
Polecany artykuł: