• W Polsce myśliwi do końca 2025 r. mieli 408 731 sztuk broni.
• Myślistwem zajmuje się w Polsce ok. 5,5 tys. kobiet.
• Broń myśliwska ma prawnie ograniczoną pojemność magazynków.
• Rozbieżności między ceną nowej a używanej broni myśliwskiej bywają ogromne.
• W Polsce myśliwi nie mogą używać do polowania broni krótkolufowej.
Pod patronatem św. Huberta, którego jeleń zawrócił ku… Bogu
Brać myśliwska ma swoje święto, to tradycyjny Hubertus. Dla wszystkich myśliwych to symboliczny początek jesienno-zimowego sezonu polowań zbiorowych, a dla wierzących wspomnienie św. Huberta. Kim był patron myśliwych kanonizowany w 3 listopada roku 747?
Był szlachetnie urodzonym (655–727) frankijskim arystokratą z rodu Merowingów, synem Bertranda, księcia Akwitanii. Należał więc do ścisłej elity władzy Regnum Francorum, czyli Królestwa Franków. Do pewnego czasu Hubert używał życia, niczego mu w nim nie brakowało. A szczególnie upodobał sobie polowania.
Według podań, w Wielki Piątek Hubert, zamiast udać się na modlitwę, wyruszył na polowanie. W puszczy osaczył potężnego, białego jelenia. Gdy złożył się do strzału, zwierzę obróciło się w jego stronę, a między tykami jego poroża ukazał się jaśniejący krzyż. Z ust jelenia Hubert usłyszał głos wzywający go do opamiętania, porzucenia krwawych zabaw i zwrócenia się ku Bogu. Pojął, że zwierzę nie jest wyłącznie celem łowieckim, lecz bożym stworzeniem zasługującym na szacunek. Kanonizowano go jednak nie za zmianę w podejściu do polowań (legenda o białym jeleniu pochodzi z późniejszych czasów), ale za chrystianizację pogan.
Tyle w skrócie o patronie myśliwych i leśników (nie każdy leśnik jest myśliwym), a teraz ad rem.
Statystyczny myśliwy jest w posiadaniu trzech jednostek broni
Otóż według danych Komendy Głównej Policji na koniec 2025 r. w tzw. obiegu prawnym było ważnych 411 769 pozwoleń na broń wydanych dla 11 celów. Najwięcej dla „celów łowieckich” – 141 560. Posiadacze takiego pozwolenia mieli 408 731 sztuk broni. Oznacza to, jeśli dobrze policzyłem, że 34,38 proc. ogółu wydanych pozwoleń na broń było związanych z łowiectwem, a udział broni myśliwskiej stanowił 39,39 proc. z 1 037 778 wszystkich zarejestrowanych egzemplarzy broni, na której posiadanie wymagane jest pozwolenie wydawane przez komendantów wojewódzkich policji (za pośrednictwem wydziałów postępowań administracyjnych komend wojewódzkich).
Wysłałem zapytanie do biura prasowego Komendy Głównej o to, jaką bronią dysponują polscy posiadacze pozwoleń na nią. Niestety, takich danych KGP nie ma. Możliwe, że są w ich posiadaniu komendy wojewódzkie. Wiadomo, z danych Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), że w jego szeregach jest ok. 5,5 tys. kobiet. Zwolennicy feminatywów jeszcze nie wymyślili żeńskiego określenia rzeczownika „myśliwy”. W PZŁ określa się je poniekąd mitologicznie: Dianami.
Należy zauważyć, że w ostatnich latach stosunek do myśliwych w naszym społeczeństwie jest mocno spolaryzowany. Więcej w rozmaitych sondażach jest ocen negatywnych niż pozytywnych.
Dla krytyków myśliwy to starszy pan, który stanowi realne zagrożenie dla postronnych w lasach lub w ich pobliżu, bo nie podlega okresowym badaniom. To ktoś, kto czerpie zadowolenie ze strzelania do zwierząt dla „sportu” i kreuje sobie w tym celu alibi o dbałości o przyrodę. To członek zamkniętej kasty, dobrze sytuowany.
Dla zwolenników myśliwy jest kimś niezbędnym do utrzymania równowagi w ekosystemie, w którym brakuje naturalnych drapieżników. Jest eliminatorem zwierząt chorych, roznoszących zarazę na zwierzęta hodowlane. Wreszcie jest tym, który zimą pomaga zwierzynie przetrwać, dokarmiając ją i chroniąc ją przed kłusownikami.
To teraz będzie co nieco i w skrócie o broni myśliwskiej
Zgodnie z literą ustawy o broni i amunicji, pozwolenie do celów łowieckich obejmuje wyłącznie „broń dopuszczoną do wykonywania polowań na podstawie odrębnych przepisów”. Żeby takie pozwolenie otrzymać, trzeba należeć do PZŁ. To jakiej broni używają myśliwi w Polsce? Tu też obowiązują ograniczenia. Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, do polowania dopuszczona jest wyłącznie myśliwska broń długa.
Oto krótki przegląd myśliwskiego „arsenału” (przypominam: na jednego myśliwego statystycznie przypadają trzy jednostki broni), w którym generalnie wyróżnia się broń: śrutową (strzelaną z gładkiej lufy), kulową (z gwintowanej) oraz kombinowaną.
• Dubeltówka. Bodaj najpopularniejsza wśród myśliwych. W przeciwieństwie do rzadziej występującej pojedynki, ma dwie lufy łączone w układzie horyzontalnym. Jedna i druga jest łamana ręcznie i ręcznie ładowana. W wersji budżetowej nową można nabyć już za ok. 3 tys. zł. Średnia półka – od 5 tys. zł. Wersja premium: od 10 tys. zł. Ceny luksusowych dubeltówek (z manufaktur) zaczynają się od 40 tys. zł i górna granica jest tylko kwestią majętności zamawiającego. Odmianą dubeltówki jest bock. Tu lufy łączone są w układzie pionowym, jedna nad drugą.
• Strzelba samopowtarzalna, czyli półautomat śrutowy. Po każdym strzale przeładowuje się automatycznie z magazynka rurowego. Uwaga: w polskim prawie łowieckim w magazynku takiej broni można załadować tylko dwa naboje! Pożytek z niej, w porównaniu z dubeltówkami, jest więc „taki sobie”. Może dlatego półautomaty śrutowe są względnie tanie. Już za 1,5 tys. zł można kupić nową, budżetową strzelbę. Ceny ze średniej półki też nie są wygórowane. Można mieć już coś takiego za ok. 5 tys. zł. Ceny za wersje premium zaczynają się od 7 tys. zł. Wersje luksusowe są rzadkością niczym deszcz na pustyni Atacama. Wariantem uproszczonym tej broni jest strzelba powtarzalna (pump-action vel pompka). Trzeba ją przeładować ręcznie, ruchem czółenka. W magazynku można umieścić także maks. dwa naboje.
To była broń śrutowa. Pora teraz na broń kulową. Mówiąc o niej, ma się na myśli sztucery w różnych wariantach.
• Sztucer powtarzalny to w uproszczeniu karabin z zamkiem cztero- lub dwutaktowym. Przy czym dwutakt jest znacznie droższy od czterotaktu, przy zachowaniu tych samych walorów strzeleckich. Ceny sztucerów czterotaktowych na półce budżetowej zaczynają się od 2,5 tys. zł (dwutakty – od 7,5 tys.). Sztuki z tzw. średniej półki – od 4,5 tys. zł. Za taką broń klasy premium trzeba zapłacić co najmniej 8 tys. zł.
Trudno mówić o budżetowych sztucerach dwutaktowych, kiedy trzeba za „tani” zapłacić 7,5 tys. zł. Za to wersja premium kosztuje od 16 tys. zł. Te ceny dotyczą wersji bazowych. Nie uwzględniają dodatkowego oprzyrządowania (np. celowników optycznych). Uwaga: w magazynku można umieścić góra dwa naboje. W takim układzie nic dziwnego, że sztucery samopowtarzalne, stosownie droższe od przeładowywanych ręcznie, w Polsce nie zyskują na popularności.
• Ekspres i bock-ekspres to dwulufówki w układzie poziomym i pionowym. Obie łamane ręcznie. Ceny z półki budżetowej zaczynają się od 8 tys. zł, ze średniej – od 18 tys. zł, a w segmencie premium, czyli w tym przypadku manufakturowym, od 40 tys. Mowa o nowych modelach. Starsze, nieużywane, można kupić nieco taniej. A jeszcze taniej, jeśli ktoś chce mieć sztucer niczym z polowań w Afryce, wychodzi kupno używanych ekspresów i bock-ekspresów. Oczywiście bogatemu nikt nie zabroni kupować czegoś takiego za 100 i więcej tysięcy złotych.
Nie-myśliwy może stwierdzić: wszystko OK, tylko minusem jest w tym wszystkim to, że w magazynku można mieć tylko dwa naboje. Jest sposób na zwiększenie o 50 proc. liczby nabojów w magazynku broni myśliwskiej. Umożliwia to broń kombinowana, trój- i czterolufowa.
• Dryling. To z nim kojarzy się ten sprzęt. Występuje najczęściej z dwiema lufami śrutowymi obok siebie i jedną kulową pod nimi. Jeśli jest na odwrót, to jest to już ekspres-dryling. Jedna i druga i wszystkie inne rodzaje myśliwskiej broni kombinowanej ładowane są przez przełamanie, jak klasyczne dubeltówki. I jak do nich naboje ładuje się ręcznie. Taka broń ma najczęściej dwa języki spustowe (nie cyngle – cyngiel to zawodowy morderca do wynajęcia) i selektor typu amunicji.
Dryling ma zazwyczaj dwa języki spustowe oraz specjalny selektor wyboru rodzaju amunicji. Produkowana jest w różnych ułożeniach luf. Wydawałoby się, że jest to konstrukcja tak prosta, jak budowa cepa, ale nic z tych rzeczy. Jest całkiem na odwrót. I to jest uwzględnione w cenach. W tym przypadku nie ma wersji budżetowych. Ta tańsza zaczyna się od 25 tys. zł. Ta droższa, produkcji manufakturowej, od 45 tys. zł.
• Firling (vierling). Ma cztery lufy połączone w jeden blok, układane są w różnych konfiguracjach gładkich i gwintowanych luf. To także jest broń bezmagazynowa, łamana. Można z niej oddać jednak, bez przeładowania, o 100 proc. więcej strzałów niż z dubeltówki. Jest jeszcze bardziej skomplikowana w budowie od drylingu, co ma odzwierciedlenie w cenie, która z kolei określa jej popularność w środowisku polskich myśliwych. A ta jest… zerowa! Bo jeśli za nowy „czterolufowiec” trzeba zapłacić równowartość co najmniej 150 tys. zł, a za egzemplarz powojenny, strzelający powszechnie dostępną amunicją, co najmniej kilkanaście tysięcy złotych, to nic dziwnego, że myśliwi mają firlingi za kurioza.
A jeśli ktoś z naszych Czytelników chciałby zostać myśliwym?
I chciałby wejść w legalne posiadanie broni myśliwskiej, to wystarczy zapisać się do Polskiego Związku Łowieckiego, zaliczyć roczny staż, obowiązkowy kurs przygotowawczy, zdać egzamin łowiecki. Po tym wszystkim kandydat na myśliwego otrzymuje dokument uprawniający do „wykonywania polowań”. Mając uprawnienia PZŁ, trzeba złożyć wniosek do Wydziału Postępowań Administracyjnych właściwej Komendy Wojewódzkiej Policji o uzyskanie pozwolenia na broń dla celów łowieckich.
Circa po dwóch latach można udać się do sklepu. I wydawać pieniążki, mając w pamięci to, że myślistwo samo w sobie jest dość kosztownym „kółkiem zainteresowań”...