Jak działać pod ostrzałem? Brytyjscy „Kłusownicy” na polskim poligonie

2026-04-06 13:51

Patrol trafia pod ogień przeciwnika. Jak skutecznie odpowiedzieć ogniem i wycofać się w trudnym terenie Wschodniej Polski? Mogliśmy obserwować, jak uczą się tego brytyjscy zwiadowcy z 2. batalionu The Royal Anglian Regiment, zwani też "The Poachers", czyli „Kłusownicy”.

  • Brytyjscy zwiadowcy z 2. batalionu The Royal Anglian Regiment, zwani "Kłusownikami", szkolą się w Polsce.
  • Ich zadaniem jest skuteczne wycofanie się z trudnego terenu Wschodniej Polski pod ostrzałem przeciwnika.
  • Dowiedz się, jak „Kłusownicy” radzą sobie w ekstremalnych warunkach i dlaczego ich nazwa ma głębsze korzenie, niż mogłoby się wydawać.

Czemu akurat kłusownicy? Łatwo byłoby przypisać ta nazwę roli tej jednostki, która nie jest klasycznym oddziałem piechoty, ale jednostką rozpoznawcza, wchodząca w skład 7th Light Mechanised Brigade Combat Team. Ich zadaniem nie jest zwarcie się z siłami przeciwnika w walce, ale wykrycie, rozpoznanie i przekazanie informacji do głównych sił własnych. Stąd też relatywnie lekkie uzbrojenie.

Choć „Kłusownicy” mają na uzbrojeniu również broń przeciwpancerną, to poruszają się zwykle pieszo lub z wykorzystaniem rozpoznawczych pojazdów 4x4 Jackal. Są one silnie uzbrojone w kilka karabinów maszynowych i lekko opancerzone, ale otwarta kabina pomyślana jest z myślą o widoczności, szybkości załadunku i rozładunku, a nie o ochronę przed ciężkim ostrzałem.

Jednak, jak się okazało, nazwa 2. batalionu nie pochodzi od tej roli, ale niesie w sobie historię i tradycję starszą niż Royal Anglian Regiment. Batalion kontynuuje historię Royal Lincolnshire Regiment, który jak kilka innych jednostek został włączony do jednostki powołanej w 1964 roku. Nazwa The Pochers nawiązuje do ludowej piosenki "The Lincolnshire Poacher". Jak łatwo się domyślić, opowiada ona historię kłusownika z hrabstwa Lincolnshire, leżącego we wschodniej Anglii, regionie gęstych lasów, na wschód od słynnego Nottingham.

Ćwiczenia ogniowe na poligonie w Orzyszu

Tyle historii. Ale skąd „Kłusownicy” wzięli się w Polsce? Stanowią część komponentu British Army w ramach kontyngentu międzynarodowego Wysuniętej Obecności NATO na Wschodniej Flance NATO. Na stałe w rejonie Ełku stacjonuje około 150 żołnierzy z Royal Anglian Regiment, stanowiących komponent Grupy Rozpoznania, Dozoru i Rozpoznania Radioelektronicznego (Intelligence, Surveillance and Reconnaissance Group – ISR Gp).

Mieliśmy okazję wziąć udział w ćwiczeniach z przemieszczania się pod ostrzałem i procedury prowadzenia ognia w ramach scenariusza, w których patrol brytyjskich żołnierzy trafia pod ogień przeciwnika. Zadaniem zwiadowców nie jest w takiej sytuacji zniszczenie przeciwnika, ale wycofanie się w bezpieczny sposób, oderwanie od wroga i przekazanie informacji. Ponieważ kluczem do skuteczności jest doświadczenie, żołnierze powtarzali różne warianty tego ćwiczenia pod czujnym okiem instruktorów.

Kluczowe były tu takie elementy jak ogień osłonowy, bezpieczne przemieszczanie się pod ostrzałem i poza linią ognia kolegów czy ewakuacja rannego pod ostrzałem. Zwracano uwagę na wszystko: strefy ogniowe, przeładowywanie broni, rozmieszczenie członków oddziału i płynne przemieszczanie się nie tylko pod ostrzałem wroga, ale też pod osłoną ognia kolegów z oddziału.

Żołnierze mają tutaj do czynienia nie tylko z ćwiczeniem procedury, ale też z przemieszczaniem się w terenie typowym dla Wschodniej Flanki NATO. To wilgotne, mieszane lasy, podmokłe łąki, bagna, ostra zima, mokra wiosna i upalne lato. Nie jest to teren łatwy, ale z drugiej strony, ułatwia wtopienie się w otoczenie i zaskoczenie przeciwnika, gdy nie będzie na to przygotowany.

Portal Obronny SE Google News

Trzeba powiedzieć, że takie ćwiczenia to wymagające zadanie, szczególnie gdy odbywają się przez cały dzień, a poszczególny pododdziały trenują na zmianę. Ale gdy pierwszy zespół trafiaj „pod ostrzał”, kolejni nie mają wiele czasu na wypoczynek. Trzeba wrócić na punkt zborny, załadować wystrzelane magazynki świeżą amunicją i przygotować się na kolejną zmianę.

Na szczęście pogoda okazała się łaskawa nie tylko dla dziennikarzy, ale i dla żołnierzy. W słoneczny, ale nie nazbyt gorący dzień, łatwiej było działać niż w deszczu i błocie, albo głębokim śniegu i mrozie. W naszych rozmowach z żołnierzami to właśnie dwa miesiące śniegu i trzaskającego mrozu pojawiły się najczęściej. „Kłusownicy” przyzwyczajeni są raczej do mokrej, deszczowej i mglistej angielskie pogody. Wielu z nich po raz pierwszy widziało śnieg, który leży dłużej niż dzień, a mróz przekracza -20 stopni Celsjusza. O tym możecie dowiedzieć się z wywiadu, jaki przeprowadziliśmy przy tej okazji. Zapraszam do zapoznania się z tym materiałem poniżej.

Kpt Johnstone – British Army w Polsce