Rys historyczny
Projekt opracowany przez konstruktora Gottharda End pojawił się około 1930 roku, a produkcja ruszyła w 1933. Łącznie powstało zaledwie ok. 1228 egzemplarzy wszystkich wariantów (MKMO, MKPO, MKMS, MKPS), co już dziś czyni tę broń wyjątkową kolekcjonersko. Broń znalazła ograniczonych użytkowników, m.in. policja i wojsko szwajcarskie (w ilościach homeopatycznych), wojska fińskie w liczbie niecałych 300 szt. podczas wojny kontynuacyjnej oraz Gwardia Szwajcarska w Watykanie.
W przypadku Gwardii brak jest jednoznacznie potwierdzonej daty wycofania, ale broń była używana głównie w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej, zanim została zastąpiona, w latach 60. nowocześniejszymi konstrukcjami powojennymi. Produkcję zakończono w 1941 roku – głównie z powodu wysokich kosztów i niewielkiego zainteresowania rynkowego.
Zasada działania
Tu zaczyna się prawdziwa „inżynierska ekstrawagancja”:
- MKMO / MKPO - system półswobodnego zamka z opóźnieniem (tzw. hesitation lock), inspirowany rozwiązaniem z pistoletu Remington Model 51, dwuczęściowy zamek, który chwilowo „blokuje” się, pozwalając spaść ciśnieniu w lufie.
- MKMS / MKPS - uproszczenie konstrukcji, klasyczny blowback (odrzut zamka swobodnego), strzelanie z zamka otwartego.
To przejście z zaawansowanego systemu na prosty blowback było próbą obniżenia kosztów – typowy kompromis SIG, który jednak przyszedł zbyt późno.
Konstrukcja
MKMO/MKMS to broń, która wygląda jak hybryda karabinka i pistoletu maszynowego – i nie jest to przypadek:
- długa lufa (500 mm) i pełnowymiarowa kolba,
- masa ponad 4 kg (MKMO),
- magazynki 30- lub 40-nabojowe,
- składane gniazdo magazynka – pionierskie rozwiązanie umożliwiające transport z „schowanym” magazynkiem w łożu, brak klasycznego przełącznika ognia – tryb wybierany siłą nacisku na spust,
- regulowane przyrządy celownicze do… nawet 900 m, co w naszej ocenie ujawnia bardziej ambicje i optymizm konstruktorów niż realną skuteczność.
Założenia taktyczne
Ta broń powstała w momencie, gdy świat dopiero „uczył się” pistoletów maszynowych. Widać tu kilka kluczowych założeń:
- zwiększenie siły ognia piechoty liniowej – stąd długa lufa i sektorowe celowniki „karabinowe”,
- precyzja ponad mobilność – broń jest ciężka i długa jak na SMG,
- bezpieczne przenoszenie – składany "magwell" to odpowiedź na problem wystającego magazynka i wyzwań w przenoszeniu i składowaniu jakie to stwarza,
- uniwersalność – różne kalibry, w których występował ten PCC: 9x19 Parabellum, 7,65x21 Parabellum, 9x25 Mauser Eksport, 7,63x25 Mauser były próba odpowiedzi na zapotrzebowania konkretnych zamawiających, jednak należy w tym miejscu stwierdzić iż tylko 9x19 (Finlandia) i 7,65 Parabellum preferowany przez Szwajcarów wyprodukowano w znaczących ilościach.
Tu można zabawić się w "co by było, gdyby" SIG faktycznie szeroko poszedł w 9×25 – mielibyśmy potwora: prędkość początkowa pocisku około 500 m/s czyli około 100 k/s mniej niż wykątkowo udany .30 carabine ale z większą masą pocisku a co za tym idzie energią i penetracją oraz odrzutem jak na „pistoletówkę” zupełnie nie z tej bajki.
Ale Szwajcarzy – jak to Szwajcarzy – zostali przy kalibrach rozsądnych, a nie efektownych. I chyba słusznie, bo ta konstrukcja i tak była już wystarczająco „wyprzedzająca epokę”. Efekt? Konstrukcja balansująca między karabinkiem a klasycznym SMG.
Czy to pierwszy PCC?
Z perspektywy „Ostrego Gwinta” – bardzo mocny kandydat. MKMO/MKMS:
- strzela amunicją pistoletową,
- ma ergonomię i długość karabinka,
- stawia na celność i kontrolę, a nie tylko ogień ciągły.
To właściwie definicja dzisiejszego PCC (Pistol Caliber Carbine) – tylko 90 lat za wcześnie. Problem? Rynek wtedy tego nie potrzebował. Doktryna brzmiała jeszcze „SMG = broń szturmowa na krótkim dystansie”, a nie platforma pośrednia.
Ocena konstrukcji
Zalety:
- wybitna jakość wykonania (typowy SIG),
- innowacyjność (zamek, magwell, spust),
- bardzo dobra celność jak na klasę.
Wady:
- wysoka cena produkcji,
- skomplikowanie (zwłaszcza MKMO),
- masa i gabaryty,
- zbyt „wyprzedzona epoka”.
Wartość kolekcjonerska
Tutaj nie ma dyskusji:
- produkcja ~1200 sztuk,
- niszowe użycie (w tym Watykan),
- wyjątkowa konstrukcja,
- bardzo wysoka jakość wykonania.
Efekt: topowa półka kolekcjonerska. MKMO/MKMS to dziś „white whale” dla kolekcjonerów broni międzywojennej, egzemplarz muzealny i klasyczny przykład zasady: droga, dobra, ale za wcześnie.
Podsumowanie
W ocenie Ostrego Gwintu SIG MKMO/MKMS to trochę jak szwajcarski zegarek wrzucony do świata, który jeszcze używał kieszonkowych chronometrów – precyzyjny, dopracowany, ale kompletnie niedopasowany do realiów. Gdyby pojawił się 50 lat później – mówilibyśmy o legendzie PCC. Pojawił się za wcześnie – więc został legendą kolekcjonerów.