- Ukraińska firma Fire Point rewolucjonizuje produkcję rakiet manewrujących Flamingo, stosując sprytne rozwiązanie dla masowej produkcji.
- Kluczem jest adaptacja silników z wycofanych samolotów cywilnych, co drastycznie obniża koszty i przyspiesza skalowanie wytwarzania pocisków o zasięgu 3000 km.
- Jak ta decyzja wzmocni zdolności uderzeniowe Ukrainy i co to oznacza dla przyszłości konfliktu?
„Flamingo zaprojektowano do współpracy z kilkoma kompatybilnymi silnikami, w tym odrestaurowanymi jednostkami z wycofanych samolotów cywilnych, które przechodzą kontrole osiągów i wracają do służby. Ta elastyczność ułatwia pozyskiwanie, adaptację i skalowanie systemu. Mądra inżynieria nie zawsze polega na budowaniu od zera - czasem chodzi o wykorzystanie tego, co już działa” - napisała firma Fire Point na platformie X.
Silnik jako wyzwanie dla produkcji
Wybór napędu ma dla programu Flamingo znaczenie strategiczne. Pierwsza wersja pocisku korzystała z ukraińskich silników lotniczych AI-25 lub AI-25TL, czyli dwuprzepływowych turboodrzutowych jednostek, wcześniej stosowanych w lotnictwie cywilnym. Fire Point gromadził je m.in. poprzez pośredników, aby utrzymać ciągłość produkcji. Rozwiązanie to miało jednak swoje ograniczenia. Silniki pochodzące z samolotów pasażerskich osiągały najwyższą efektywność na wysokości około 6-10 tys. metrów, podczas gdy Flamingo ma działać również na bardzo małym pułapie. Dlatego Fire Point rozwija własny napęd, projektowany od początku pod loty na niskiej wysokości. Jednocześnie nie rezygnuje z rozwiązań pochodzących z rynku cywilnego.
Wpis Fire Point pokazuje też, że firma zamiast czekać na nowe, dedykowane silniki, chce wykorzystywać sprawdzone jednostki po odpowiedniej weryfikacji. Pozwala to szybciej uzupełniać zapasy, ograniczać ryzyko przerw w dostawach, czy - co ważne dla walczącej ukraińskiej armii - utrzymywać produkcję nawet w warunkach wojennych. Flamingo jest bowiem bronią dalekiego zasięgu, której skuteczność zależy nie tylko od parametrów samego pocisku, lecz także od zdolności do jego masowego wytwarzania. Według wcześniejszych doniesień Fire Point deklarował produkcję około 50 rakiet miesięcznie, a docelowo nawet 200 sztuk w miesiącu.
Co potrafi Flamingo?
Flamingo, oznaczana także jako FP-5, to ukraiński pocisk manewrujący o deklarowanym zasięgu do 3 tys. kilometrów. Może przenosić ładunek do 1150 kg i rozwijać prędkość około 850–900 km/h. Pocisk ma około 14 metrów długości i korzysta z nawigacji satelitarnej GNSS/GPS połączonej z systemem bezwładnościowym INS, co ma zwiększać odporność na zakłócenia radiowe.
Latem 2026 roku Ukraina wyraźnie zwiększyła użycie Flamingo w uderzeniach na cele w głębi Rosji. Rosyjskie Ministerstwo Obrony od czerwca informowało o zniszczeniu co najmniej 57 takich pocisków, wobec 31 deklarowanych przechwyceń w okresie od lutego do maja. Wśród celów wskazywano zakłady związane z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym i kosmicznym. 15 sierpnia 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o ataku na Centrum Rakietowo-Kosmiczne Progress w Samarze, oddalone od granicy Ukrainy o około 900 km.
Nie „wunderwaffe”, lecz broń masowa
Flamingo nie jest pozbawiona ograniczeń. Jej duże rozmiary i prędkość przelotowa mogą ułatwiać wykrycie przez rosyjskie radary, a ukraińskie szacunki zakładały, że znaczną część pocisków może przechwycić obrona przeciwlotnicza Rosji. Kluczem pozostaje jednak ekonomia i skala. Nawet jeśli część rakiet zostanie zestrzelona, ich użycie może zmuszać Rosję do wydatkowania drogich pocisków przeciwlotniczych, a pozostałe egzemplarze mogą trafiać w zakłady przemysłowe, logistykę i cenną infrastrukturę wojskową. Elastyczność silnikowa, o której pisze Fire Point, najwyraźniej wpisuje się więc w szerszą strategię - Flamingo ma być nie pojedynczą „cudowną bronią”, lecz systemem, który Ukraina może produkować i używać w dużych ilościach.