Czy start-upy mogą wzmocnić polski przemysł obronny?

Nie tylko Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) chce „zawojować” Europę, co zapowiedział niedawno w Katowicach jej prezes, Adam Leszkiewicz. Do ekspansji poza granice Polski przymierzają się także, będące w cieniu krajowych gigantów zbrojeniówki, start-upy działające w sektorze przemysłu obronnego. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie będzie łatwo zrealizować tych planów. Na tej drodze leży sporo barier, które łatwiej będzie pokonać „dużym” niż „malutkim”.

Slajd z napisem PGZ Start-up Innowacje dla bezpieczeństwa. O roli start-upów w zbrojeniówce przeczytasz w SE Portal Obronny.
Autor: WAT/ Materiały prasowe

• 200 polskich start-upów potencjalnie jest zainteresowanych biznesem w sektorze obronnym i jego otoczeniu

• Wzrost wydatków na obronność wydatnie zwiększyło zainteresowanie inwestycjami w innowacyjne rozwiązania.

• Zagraniczne inwestycje w polskie start-upy mogą skutkować przejęciem technologii.

Start-upy też ustawiają się do podziału tortu

O aspiracjach PGZ i perspektywach ich materializacji będziemy rozprawiać przy innej okazji. Dość powiedzieć, że Grupa obecnie w europejskim rankingu spółek zbrojeniowych plasuje się w drugiej dziesiątce (według SIPRI – Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem). W klasyfikacji światowej PGZ zajmuje (według Defense News Top 100) 41. miejsce i z pewnością w tabeli Top 100 poprawi tę pozycję. Choćby dlatego, że będzie realizatorem zamówień opłacanych z programu SAFE, którego to Polska jest najważniejszym klientem.

Do podziału tortu, jego cząstki aspirują tzw. start-upy. Czym one są?

Pomijając encyklopedyczne definicje, można obrazowo stwierdzić: są to małe przedsiębiorstwa nastawione na innowacyjne działanie, które pozwoliłoby im z czasem na transformację w duże podmioty biznesowe.

Klasycznym przykładem takiej działalności jest choćby… Google! Dziś jest to megahipergigant globalnego biznesu, a przecież spółka zaczynała w 1998 r. z dwoma założycielami i kilkoma osobami zatrudnionymi z siedzibą w wynajętym garażu.

Garda: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka o mitach na temat SAFE

W Polsce działa ok. 200 start-upów związanych z obronnością

Dziś „młodzi, gniewni” nie budują swojej przyszłości w garażach. Głośno artykułują swoje racje, dają znać o swojej ofercie, usiłując przebić się przez gąszcze problemów. Widzą jednak w tym, że Polska inwestuje miliardy w obronność, również szansę na swój udział w tym procesie.

Przyjmuje się, że w sektorze obronności (z angielska: defence tech) w Polsce działa ok. 200 start-upów (dla uproszczenia przekazu: ST). Z czego ok. 30 jest powiązanych ściśle z wojskiem, bo armia jest dla nich zasadniczym, faktycznym lub potencjalnym, odbiorcą. Reszta ST działa w obszarze dual-use, czyli podwójnego zastosowania.

Wiadomo, że „mały” nie ma takiej siły, jak „duży”. Biznes wymaga kapitału, a z tym różnie bywa. ST mogą liczyć na wsparcie zewnętrzne, z różnych programów i grantów. Choćby z Funduszu Innowacji NATO. W grę wchodzi wsparcie startowe dla szczególnie innowacyjnego ST na poziomie nawet kilku milionów euro.

– Partner biznesowy pozyskany na wczesnym etapie pozwala dostosować produkt do potrzeb rynku, a skupienie się na innowacji buduje złoty środek. Sukces w branży defense to zbalansowana „święta trójca” technologii, produktu i klienta. Jeśli miałabym wybrać najważniejszy element, wskazałabym na zespół – szybki, zwinny i otwarty zespół zawsze sobie poradzi – ocenia w Newserii Aleksandra Łoś, współzałożycielka Relayn, inicjatywy będącej w fazie proceduralno-prawnej.

A skoro było wspomniane o pozyskiwaniu partnera biznesowego, to wymieniony Relayn (zastosowanie AI w systemach sterowania maszynami autonomicznymi, w tym i dla BSP militarnego zastosowania) funkcjonuje obecnie w… Krzemowej Dolinie, w USA.

Łatwiej pozyskać partnera biznesowego w USA niż w Polsce

Różnie z tym bywa.

– Największym problemem młodych firm nie jest dziś sama technologia czy finansowanie, ale wyjście na rynek międzynarodowy – uważa Michał Sękowski, specjalista w Centrum Rozwoju MŚP w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). – Polskie start-upy zbyt często budują rozwiązania, opierając się wyłącznie na rodzimych realiach, a główną barierą w ekspansji jest brak kontaktów. Trudno wyobrazić sobie sukces globalnego biznesu tworzonego przez kilku Polaków bez relacji zewnętrznych, gdy konkurują oni z zespołami z Indii czy USA, które są potężnie wspierane przez fundusze z Emiratów Arabskich.

Według McKinsey & Company (globalnej firmy specjalizującej się w doradztwie strategicznym i zarządzaniu) w europejskie ST z sektora obronnego opłaca się inwestować, choć jest to obarczone ryzykiem.

Widocznie perspektywy zysków z nich są na tyle przekonujące, że w latach 2021–2024 zainteresowanie inwestorów wzrosło o ponad 500 proc. w stosunku do lat 2017–2020. Nie tylko dlatego, że wzrosty z inwestycji są opłacalne dla podjęcia takiego ryzyka. Również dlatego, że „młodzi, zdolni” często są twórcami tego, co w korporacyjnym ładzie zajmuje znacznie, znacznie więcej czasu. A wiadomo: dla biznesu czas to pieniądz.

ST wchodzą w tę grę, z pewnością mając na uwadze historię Apple, Google, Microsoft i innych gigantów, którzy też zaczynali jako „młodzi, zdolni”. Zakładają, że nie zostaną pożarci przez partnerów biznesowych, tylko skorzystają na tej współpracy.

W Polsce sytuacja może być nieco inna. Przeszkody biurokratyczno-ambicjonalne mogą sprawić, że ci twórcy ST dojdą do przekonania, że patriotyzm patriotyzmem, ale skrzydła mogą rozwinąć szybciej w Krzemowej Dolinie niż pod Warszawą. Zatem z odpowiedzią na pytanie postawione w tytule, w zależności od rozwoju sytuacji, różnie może być...