- Dług szpitali wojskowych rośnie w alarmującym tempie, osiągając rekordowe 180,3 mln zł, mimo że budżet obronny dysponuje ogromnymi środkami.
- Placówki te są zmuszone finansować kluczową gotowość obronną z własnych funduszy, co prowadzi do systematycznego zadłużania i braku zdolności do restrukturyzacji.
- Ministerstwo Obrony Narodowej stoi przed wyzwaniem uregulowania tej sytuacji, poprzez pokrycie strat i stworzenie jasnych zasad finansowania zadań obronnych.
- Dowiedz się, jakie konkretne kroki są niezbędne, by zapobiec dalszemu narastaniu długu i kto ostatecznie poniesie koszty tej "zdolności na kredyt".
O dalszym wzroście długu przesądzą trzy decyzje – o pokryciu straty, o tytule prawnym finansowania gotowości i o jej wycenie, a ich termin wyznaczają prace Sejmu nad budżetem na 2027 rok i zapowiedziana przez Ministerstwo Obrony Narodowej nowelizacja ustawy o obronie Ojczyzny.
Cztery wydarzenia z ostatnich pięciu miesięcy
Pod koniec czerwca, gdy ukazała się analiza „Zdolność na kredyt”, dane obejmowały tylko pierwszy kwartał, kiedy zobowiązania wymagalne sięgały blisko 120 mln zł, a kierunek zmian zadłużenia wojskowych lecznic pozostawał otwarty. Wyniki drugiego kwartału rozstrzygnęły go na niekorzyść szpitali, a wcześniejsze wydarzenia tego roku tłumaczą, dlaczego placówki, pozbawione dopłat do kosztów bieżących i dostępu do restrukturyzacji, nie zdołają w krótkim czasie samodzielnie odwrócić tego kierunku.
Szóstego maja resort obrony, odpowiadając na interpelację poselską w sprawie jednego z zadłużonych szpitali wojskowych, przyznał, że obowiązujące przepisy nie przewidują dofinansowania bieżącej działalności takiej placówki z budżetu podmiotu tworzącego. Osiem dni później Sąd Najwyższy przesądził w uchwale, że samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej, a więc i szpital wojskowy, nie ma zdolności restrukturyzacyjnej.
Dwudziestego czwartego czerwca Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przedstawiło założenia Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2027-2031, o wartości co najmniej 105 mld zł, z osobnym komponentem medycznym Szefa Obrony Cywilnej. Na przełomie września i października Ministerstwo Zdrowia opublikowało dane za drugi kwartał, z których wynika, że dług wymagalny szpitali wojskowych wzrósł w tym kwartale o ponad 49 proc. Skoro rząd wyodrębnił środki na medyczną część obrony cywilnej, to czy minister obrony narodowej jako podmiot tworzący nie powinien dostać podobnego instrumentu na rezerwę łóżek, zespoły kryzysowe oraz zapasy leków i materiałów medycznych szpitali wojskowych?
Trzy rachunki
Pytanie o warunki finansowania szpitali kryje trzy rachunki, a każdy z nich należy do innej instytucji. Pierwszy prowadzi Ministerstwo Zdrowia, które co kwartał zbiera dane o zadłużeniu samodzielnych zakładów z szesnastu województw i dwóch resortów mundurowych. W 2024 roku zobowiązania wymagalne podmiotów szpitalnych MON wynosiły 11,5 mln zł, czyli 2,4 proc. ich zobowiązań ogółem. Był to najniższy poziom od początku pomiarów w 2010 roku. Na koniec czerwca 2026 roku dług wymagalny sięgnął 180,3 mln zł, a jego udział w zobowiązaniach ogółem 19,4 proc., najwięcej od 2010 roku i więcej niż średnia krajowa, wynosząca 17,6 proc. W zestawieniu szesnastu grup wojewódzkich i dwóch resortowych gorszy wskaźnik miały już tylko zakłady z województw kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, łódzkiego i śląskiego.
Jaką miarą ocenić skalę tej zmiany? Obecna kwota jest prawie szesnastokrotnie wyższa od minimum z 2024 roku i czterokrotnie przewyższa dotychczasowe maksimum, skoro w latach 2010-2024 dług wymagalny szpitali wojskowych nie przekroczył 45 mln zł. Na koniec czerwca zobowiązania tego rodzaju wszystkich samodzielnych zakładów w kraju sięgnęły 5,8 mld zł, najwięcej w ujęciu nominalnym od trzeciego kwartału 2005 roku. Presja obejmuje więc cały sektor, ale w żadnej grupie dług nie rośnie tak szybko jak w lecznicach wojskowych.
Drugi rachunek należy do płatnika. Wiceprezes NFZ Jakub Szulc przyznał 2 września przed sejmową Komisją Finansów Publicznych, że za świadczenia limitowane wykonane w 2025 roku ponad wartość umów Fundusz nadal nie zapłacił „lekko ponad 2 mld zł”. Od kwietnia nadwykonania ambulatoryjnej tomografii i rezonansu NFZ opłaca w połowie wartości. Rada Fiskalna, niezależny organ, który od 2026 roku opiniuje projekt budżetu państwa, szacuje lukę w finansach NFZ na 2027 rok na około 16 mld zł, mimo zaplanowanej dotacji budżetowej w wysokości 41,5 mld zł.
Trzeci rachunek prowadzi pojedynczy zakład. Bydgoski 10 Wojskowy Szpital Kliniczny zamknął 2025 rok stratą 34,3 mln zł, w warunkach, gdzie ponad 92 proc. przychodów czerpie z NFZ. Plan na 2026 rok nie odwraca tego wyniku. Ryczałt wzrósł o 0,2 proc., a programy lekowe, ambulatoryjna opieka specjalistyczna i zakresy szpitalne finansowane odrębnie mają wartość o 5,6-7,5 proc. niższą od ubiegłorocznej, ustalonej po aneksach i ugodach. W cytowanej odpowiedzi na interpelację poselską z 6 maja MON podał, że szpital od jesieni 2025 roku spóźnia się z płatnościami, a zaległości dotyczą ponad 150 lekarzy zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych.
Rachunek bydgoskiego szpitala ma jednak drugie dno. Z 13,1 mln zł nadwykonań nierozliczonych na koniec 2025 roku NFZ rozliczył do dnia sporządzenia szpitalnego raportu o sytuacji ekonomiczno-finansowej 11,1 mln zł, a szpital i tak prognozuje na 2026 rok stratę równą 8,7 proc. przychodów. Zwłoka płatnika przyspiesza więc kryzys, ale go nie tłumaczy, skoro strata pozostała mimo rozliczenia nadwykonań. Gdzie zatem leży przyczyna? Płace rosną z mocy ustawy co roku, a Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji koryguje taryfy świadczeń gwarantowanych w cyklu trzyletnim, przez co marża na podstawowej działalności szpitala stale topnieje. Każdy rok bez korekty dokłada zatem kolejną stratę, którą jednostka może sfinansować już tylko zobowiązaniami wymagalnymi.
Liczby z Bydgoszczy ilustrują mechanizm narastania długu, ale nie przesądzają ani o jego pierwotnej przyczynie, ani o skali w całej grupie szpitali wojskowych. Program naprawczy szpitala, obejmujący lata 2024-2026, wskazuje, że trudności finansowe wyprzedziły zaległości płatnika z 2025 roku. Nie każdy szpital wojskowy zamknął też ubiegły rok stratą tej wielkości. Przytoczone dane nie rozstrzygają także sporu o jakość zarządzania. Pokazują natomiast, że zadłużenie całej grupy podmiotów przestało być sumą lokalnych niepowodzeń i narasta według reguł, na które żaden komendant szpitala nie ma większego wpływu, gdyż wyznacza je rozwarcie nożyc między kosztem pracy, rosnącym z mocy ustawy, a przychodem ze świadczeń. Płatnik opóźnia przy tym zarówno zapłatę za świadczenia już wykonane, jak i aktualizację taryf. Do tego różnicę między wydatkami na podstawową działalność a wpływami z NFZ pogłębia koszt utrzymania gotowości obronnej, którego nikt rzetelnie nie wycenia, a który szpital jest zmuszony finansować głównie z pieniędzy przeznaczonych na leczenie.
Kredyt bez umowy, dług z żyrantem
Konstrukcję, która ten dług wytwarza, najprościej opisać w kategoriach umowy kredytowej. Szpital wojskowy ma zadania na czas wojny i kryzysu, a tę część gotowości, której resort nie zlecił mu w osobnej umowie i nie opłacił, finansuje na kredyt, którego nikt z nim nie podpisał. Kredytodawcami są banki, dostawcy leków i sprzętu oraz personel czekający na wynagrodzenie. Umowy nie ma, więc żyranta wyznacza samo prawo. Poza metaforą kredytem jest różnica między kosztem a przychodem, w której mieści się także niewyceniony koszt gotowości, a żyrantem Skarb Państwa, na który art. 61 ustawy o działalności leczniczej przenosi zobowiązania zlikwidowanego samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej.
Prawnych furtek, którymi szpital mógłby wyjść z długu, jest niewiele. Samodzielny zakład nie może ogłosić upadłości, bo prawo upadłościowe go z niej wyłącza, a uchwała Sądu Najwyższego z 14 maja, sygn. III CZP 41/25, odmówiła mu zdolności restrukturyzacyjnej. Przekształcenie w spółkę kapitałową, dostępne szpitalom cywilnym, w przypadku placówki wojskowej, realizującej zadania obronne państwa, nie wchodzi w grę. Pozostają więc cztery drogi, różniące się losem straty, którą jedna utrwala, druga przerzuca na państwo, a tylko dwie ostatnie mogą domknąć. Program naprawczy przy stracie wynikającej z wyceny świadczeń nie odwraca trendu. Likwidacja szpitala przenosi dług na Skarb Państwa razem z odsetkami i kosztami egzekucji. Trzecią opcją jest pokrycie straty przez podmiot tworzący, a czwartą połączenie z silniejszym zakładem.
Na tle tych ograniczeń widać jednak asymetrię reguł. W 2025 roku resort przekazał podmiotom leczniczym nadzorowanym przez Departament Wojskowej Służby Zdrowia, w tym instytutom, 283,8 mln zł dotacji z planu inwestycji budowlanych oraz 66,5 mln zł na zakupy z planu modernizacji technicznej. Na wydatki majątkowe, służące zarówno odtworzeniu, jak i rozbudowie bazy szpitalnej, trafiło więc łącznie około 350 mln zł, blisko dwukrotność dzisiejszego długu wymagalnego samych szpitali. Tymczasem dofinansowania kosztów bieżących przepisy, jak przyznał resort 6 maja, nie przewidują. Jak wynika z marcowej informacji ministra obrony, ponad połowę puli, 187 mln zł, otrzymał krakowski 5 Wojskowy Szpital Kliniczny, a około 163 mln zł pozostałe dwanaście jednostek, wśród których zabrakło bydgoskiego szpitala.
Równocześnie ustawodawca dodał do ustawy o obronie Ojczyzny art. 48a, który pozwala ministrowi obrony przyznać nadzorowanemu instytutowi badawczemu dotację na koszty działalności bieżącej w dziedzinach jego badań, w tym na wynagrodzenia i uposażenia, „jeżeli jest to uzasadnione potrzebami obronności i bezpieczeństwa państwa”.
Ustawowa przesłanka obronności pasowałaby do szpitala wojskowego co do słowa. Placówki resortu kierują ośmioma rejonami zabezpieczenia medycznego wojsk, wykonują badania na potrzeby wojskowych komisji lekarskich, leczą poza kolejnością polskich żołnierzy, przyjmują chorych i rannych z wojsk sojuszniczych i są bazą szkoleniową wojskowego personelu medycznego. Za część tych zadań resort płaci osobno, za orzecznictwo z budżetu obrony, za inne w odrębnych umowach, ale samej zdolności szpitala do ich wykonywania, czyli kadry, łóżek i gotowości oddziałów, żaden stały tytuł nie finansuje. Nie zapewnia go też przywoływany wyżej art. 48a, obejmujący wyłącznie działalność naukową instytutów badawczych. Nawet w tym zakresie dotacja pokrywa ułamek kosztów: kierowana przeze mnie placówka, a więc adresat wskazany w przepisie wprost, otrzymała w 2026 roku mniej niż jedną dwudziestą potrzeb, i to liczonych według minimalnych szacunków.
Trzy pułapki
Debatę o długu szpitali wojskowych wypaczają trzy przekonania – każde wychodzi od trafnej obserwacji, a mimo to dochodzi do błędnego wniosku.
Pierwsza pułapka to mylenie zarządzania z mechanizmem finansowym, w którym koszty pracy rosną z mocy ustawy szybciej niż wycena świadczeń, płatnik reguluje część należności z opóźnieniem albo w obniżonej stawce, a koszt gotowości obronnej – rezerwy utrzymywanej w czasie pokoju na dzień kryzysu i wojny – nie ma źródła pokrycia. Resort obrony w odpowiedzi z 6 maja uzależnił stabilność bydgoskiego szpitala od rozliczeń z NFZ i od działań zarządczych jego kierownictwa. Komendant rzeczywiście może poprawić wynik, ale tylko w granicach, które wyznaczają ustawa płacowa i płatnik, a tych nie przesunie żadna decyzja podjęta w szpitalu.
Granice te obowiązują cały sektor, a mimo to szpitale wojskowe zadłużają się wielokrotnie szybciej. W 2025 roku lipcowa podwyżka płac i zwłoka płatnika dotknęły wszystkie zakłady w kraju. Ich łączny dług wymagalny wzrósł o 36 proc., dług szpitali wojskowych – ponad pięciokrotnie. W grupie wojskowej przyrastał w pierwszym półroczu 2026 roku o 88 i 49,5 proc. na kwartał, wobec blisko 18 i 16 proc. w całym kraju. Szpitale MSWiA, rozliczane przez tego samego płatnika i objęte identycznymi podwyżkami ustawowymi, zwiększyły dług wymagalny od 2024 roku o 64 mln zł, podczas gdy szpitale wojskowe powiększyły go o 169 mln zł, choć to grupa resortu spraw wewnętrznych ma o 37 proc. wyższe zobowiązania ogółem. Co zatem odróżnia szpitale MON, skoro płatnik i podwyżki są wspólne? Dostępne dane wskazują dwie cechy: przez lata niedoszacowaną wartość umów pierwotnych z NFZ oraz strukturę świadczeń niekorzystną przy obecnej polityce taryfowej Funduszu. Trzecia cecha nakłada się na obie poprzednie: koszt gotowości, którego żaden stały tytuł dotąd nie rekompensuje w wysokości poniesionych wydatków.
Druga pułapka to przekonanie, że pieniądze na gotowość da się uzyskać w kolejce do płatnika. Nie uniknęła jej czerwcowa analiza „Zdolność na kredyt”, która proponowała, aby NFZ szybciej płacił za nadwykonania szpitalom wojskowym, a taryfa albo ryczałt zawierał składnik gotowości. Szybsza zapłata okazała się wykonalna, bo w lipcu NFZ uruchomił 1,84 mld zł na świadczenia nielimitowane z pierwszego kwartału, a rząd zwiększył dotację dla Funduszu na 2026 rok z planowanych 26 do 33,6 mld zł. Luka w finansach NFZ na 2027 rok i strata operacyjna, którą w 2025 roku odnotowało według Związku Powiatów Polskich prawie 91 proc. z 207 zbadanych szpitali powiatowych, odbierają szpitalom resortu argument za miejscem poza kolejką. Od 2026 roku Fundusz podlega też stabilizującej regule wydatkowej, zatem każda dodatkowa złotówka dla NFZ wymaga oszczędności w innej części sektora finansów publicznych, a przesunięcie w kolejce – ubytku u innych świadczeniodawców.
Gotowość powinien więc finansować nie Fundusz, ale tytuł obronny, dla którego NATO przewidziało już miejsce. Obok co najmniej 3,5 proc. PKB na podstawowe wydatki obronne państwa członkowskie mają do 2035 roku przeznaczać do 1,5 proc. na bezpieczeństwo i odporność, a wymogi Sojuszu w tej dziedzinie obejmują zdolność systemu zdrowia do przyjęcia ofiar zdarzeń masowych. Holandia zaliczyła do tych wydatków strategiczne zapasy i ciągłość opieki zdrowotnej. Polska takiej listy dotąd nie ogłosiła, choć gotowość szpitali wojskowych spełnia sojuszniczy wymóg wprost.
Trzecia pułapka to przekonanie, że zdolność da się odbudować uczelnią i inwestycjami, zanim ustabilizuje się jej utrzymanie. Wojskowa Akademia Medyczna, utworzona 1 lipca 2026 roku, zwiększy dopływ lekarzy, ale pierwszych wykształci nie wcześniej niż w 2033 roku. Ocena skutków regulacji dołączona do ustawy powołującej uczelnię wyceniła jej odtworzenie na blisko 1 mld zł w ciągu dziesięciu lat. Tymczasem według raportu WIM-PIB „Przywrócić rangę, zatrzymać talenty” z 2025 roku na 1 506 etatów lekarskich w wojsku obsadzonych było 888, czyli 59 proc. Rozporządzenie ministra obrony z 20 lutego 2026 roku ustala uposażenie zasadnicze podporucznika-lekarza, bez dodatków, na 9 090 zł brutto, a ustawowe minimum dla cywilnego lekarza bez specjalizacji wynosi od 1 lipca 10 595,24 zł. Różnicę ponad 1,5 tys. zł miesięcznie mógłby wyrównać szpital, który ma absolwenta zatrzymać, ale sam zalega z płatnościami.
Inwestycje również tej drogi nie skracają, choć w dłuższej perspektywie obniżają koszty bieżące i wzmacniają płynność. Warunkiem jest właściwe miejsce i czas, a kryzys ten warunek podważa: szpital, który zalega z płatnościami, nie wykorzysta nowego majątku w pełni. Około 350 mln zł przekazanych w 2025 roku na inwestycje nie zatrzymało przyrostu długu wymagalnego. Dlaczego? Inwestycja poprawia płynność dopiero po okresie zwrotu, a do tego czasu ją obciąża: wymaga wkładu własnego, obsady, serwisu i mediów, a amortyzacja pogłębia stratę bilansową. Szpital, który nie płaci dostawcom w terminie, finansuje ten okres odsetkami od zobowiązań wymagalnych, czyli najdroższym kapitałem, jaki ma do dyspozycji. Kolejność jest więc odwrotna: najpierw stabilne utrzymanie, potem inwestycje.
Każda z trzech opisanych pułapek kieruje rachunek za narastający dług pod inny adres, do komendanta szpitala, do płatnika albo do rocznika absolwentów z 2033 roku. Dopóki państwo nie zapłaci za gotowość z góry, szpitale będą finansować jej koszt na kredyt.
Trzy rozstrzygnięcia
Kolejność rozstrzygnięć w sprawie straty, tytułu i wyceny wyznacza tempo, w jakim każda z tych trzech otwartych spraw obciąża szpitale. Strata kosztuje od razu, bo odsetki narastają od dnia wymagalności. Brak tytułu prawnego do finansowania gotowości odnawia deficyt w każdym roku budżetowym, a brak wyceny jej kosztu pozostaje niewidoczny w bilansie, dopóki kryzys nie wystawi faktury za wszystkie lata naraz.
Po pierwsze, strata. Pokrycie na warunkach, które nie nagrodzą zaniechań, ma zatrzymać odsetki i egzekucję, zanim pochłoną resztę płynności. Instrument istnieje, choć czerwcowa analiza uznała go za niedostępny. Przyjęła za resortem obrony, że przepisy nie przewidują dofinansowania bieżącej działalności z budżetu podmiotu tworzącego, tymczasem pokrycie straty netto jest instrumentem odrębnym od dotacji. Art. 59 ust. 2 ustawy o działalności leczniczej pozwala ministrowi obrony narodowej pokryć stratę netto szpitali za 2025 rok w części, której nie zrównoważy fundusz zakładu, najwyżej do sumy straty i kosztów amortyzacji. Przepis nie wiąże tej decyzji z programem naprawczym, ale minister może ją od niego uzależnić i rozliczać jego wykonanie z kwartalnych sprawozdań wymaganych ustawą.
Cenę zwłoki z decyzją o pokryciu straty da się policzyć. Jeśli dług wymagalny będzie rósł w tempie z drugiego kwartału, czyli o blisko 60 mln zł na kwartał, na koniec 2026 roku zbliży się do 300 mln zł. Kwoty tej wielkości, wydane zawczasu na inwestycje obniżające koszty własne, poprawiłyby pozycję szpitali wobec płatnika i konkurentów na lokalnym rynku. Wzmocniłyby jednak tylko tę część działalności, za którą płaci NFZ, bo kosztu łóżek, zapasów i zespołów utrzymywanych na czas kryzysu i wojny nie obejmuje żadna taryfa. Inwestycja w majątek może więc uzupełnić tytuł finansowania gotowości, ale go nie zastąpi. Pierwszą okazją do użycia art. 59 będzie wniosek o pokrycie części straty, który bydgoski szpital zapowiedział w raporcie za 2025 rok, a pieniądze na ten cel dla wszystkich szpitali resortu trzeba zapisać w budżecie na 2027 rok, którym zajmuje się teraz Sejm.
Po drugie, tytuł. Rozstrzygnięcie ma przypisać koszt gotowości temu, kto ją zamawia. Pokrycie straty nie jest rozwiązaniem systemowym. Działa wstecz, a o jego wysokości przesądzają każdorazowa decyzja podmiotu tworzącego i wynik finansowy szpitala. Zależność od wyniku sprawia z kolei, że podmiot tworzący wynagradza w ten sposób deficyt, a nie gotowość. Szpital, który utrzyma rezerwę łóżek i kosztem innych wydatków zamknie rok bez straty, nie otrzyma nic, a jego dyscyplina kosztowa pozostanie bez zapłaty. MON zapowiedział w marcu wprowadzenie do ustawy o obronie Ojczyzny odrębnych przepisów o systemie wojskowej służby zdrowia, które mają między innymi określić pojęcie zabezpieczenia medycznego wojsk. Nowelizacja powinna objąć nim utrzymanie gotowości szpitali resortu i wskazać źródło jej finansowania. Podstawy dla obu kroków istnieją już w obowiązującym prawie. Art. 114 ustawy o działalności leczniczej dopuszcza finansowanie ze środków publicznych celów określonych w odrębnych przepisach, a nowelizacja może taki cel wskazać i np. rozciągnąć dotację z art. 48a na szpitale resortu obrony.
Rozwiązanie tego rodzaju nie byłoby precedensem, albowiem gotowość szpitali wojskowych ma już w kilku państwach odrębny tytuł finansowania. Niemcy utrzymują zdolność pięciu szpitali Bundeswehry z budżetu obrony, a wpływy z leczenia cywilów i żołnierzy, zaplanowane na 268 mln euro rocznie, obniżają jej koszt netto. Francja przypisuje płace personelu wojskowej służby zdrowia do programu obronnego, a leczenie w ośmiu placówkach wojskowych rozlicza według taryfy obowiązującej lecznice cywilne. Ukraińska Narodowa Służba Zdrowia płaci szpitalom na terenach objętych działaniami wojennymi osobny pakiet za utrzymanie gotowości. Żaden z tych modeli nie nadaje się do bezpośredniego przejęcia w całości, bo każdy wyrósł z innego systemu ubezpieczenia. Wszystkie oddzielają jednak finansowanie gotowości od zapłaty za świadczenie medyczne.
Skoro żyrantem długu szpitali i tak jest Skarb Państwa, tytuł gwarantujący im środki na działalność potrzebną państwu i armii leży w interesie zarówno szpitali, jak i finansów publicznych. Wydatek na gotowość podda się wtedy kontroli, a szpitale przestaną finansować zadania obronne z pieniędzy przeznaczonych na leczenie pacjentów.
Po trzecie, wycena, bez której nowelizacja ustawy o obronie Ojczyzny wskaże płatnika, ale nie określi kwoty. Audyt kosztu gotowości, postulowany w czerwcowej analizie „Zdolność na kredyt”, ma punkt odniesienia w przyjętym 6 października przez Radę Ministrów Programie Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, który przeznacza ponad 1,7 mld zł na oparty na szpitalach MSWiA komponent medyczny Szefa Obrony Cywilnej, w tym na zapasowe miejsca szpitalne, rezerwy leków i materiałów medycznych oraz odporne systemy teleinformatyczne. Według tych samych kategorii da się policzyć łóżka, zapasy i zespoły utrzymywane ponad bieżącą potrzebę. Program MSWiA powtarza przy tym błąd, który w resorcie obrony ilustruje 350 mln zł wydanych w 2025 roku na inwestycje przy rosnącym długu: finansuje rzeczy, a nie funkcję. Gotowość to obsadzone łóżko i dyżurujący zespół, a nie samo łóżko i magazyn. Pierwszeństwo w finansowaniu powinno przypaść utrzymaniu tej funkcji, a wynik wyceny posłużyć wspólnemu standardowi gotowości szpitali wojskowych, cywilnych i resortu spraw wewnętrznych, a nie kolejnemu programowi zakupów. Zlecenie wyceny należy do podmiotu tworzącego, który na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 2023 roku określa zadania wiodących szpitali w ośmiu rejonach zabezpieczenia medycznego wojsk. Do czasu zakończenia audytu dotację z nowego tytułu można naliczać według wskaźnika przejściowego, na przykład liczby łóżek rezerwy kryzysowej wraz z etatową obsadą dyżurną, utrzymywanych na rzecz sił zbrojnych.
Żadne z trzech rozstrzygnięć nie wymaga instrumentu tworzonego od zera, bo każde ma już wzór w obowiązującym prawie albo w praktyce, jaką wyznacza program MSWiA. Spór dotyczy więc tylko miejsca, jakie gotowość szpitali wojskowych zajmie wśród priorytetów budżetu obrony i części tego budżetu, z której minister za nią zapłaci.
Czwarta droga, czyli rynek rozwiązany, tytuł otwarty
Omówione wyżej rozstrzygnięcia w sprawie straty, tytułu i wyceny porządkują finansowanie gotowości, ale nie każdemu szpitalowi resortu obrony przywrócą pozycję na lokalnym rynku usług medycznych. Najtrudniej będzie tam, gdzie lata niedoboru środków i postępująca dekapitalizacja krytycznie osłabiły rynkową konkurencyjność placówki. Niższy przychód odbiera szpitalowi środki na odtworzenie majątku, w rezultacie czego przewaga lepiej wyposażonego sąsiada-konkurenta rośnie z każdym rokiem. Połączenie obu placówek w jeden podmiot i skupienie w nim świadczeń staje się w tych okolicznościach racjonalnym wyborem, bo oba zakłady rywalizują o tych samych pacjentów, ten sam personel i tę samą pulę umów z oddziałem wojewódzkim NFZ, a słabszy z nich przegrywa tę rywalizację kosztem zdolności, której państwo od niego oczekuje.
Od 17 września 2025 roku, gdy weszła w życie sierpniowa nowelizacja ustaw o świadczeniach opieki zdrowotnej i o działalności leczniczej, konsolidacje szpitali toczą się już w dziewięciu województwach. Tam, gdzie obecny stan rzeczy nie pozostawia innego wyjścia, resort obrony może wyjątkowo skorzystać z tej samej ścieżki i zamiast czekać, aż konkurencja zepchnie szpital wojskowy na margines lokalnego rynku, sam wskazać partnera i warunki połączenia. Jeśli przemawiają za tym interes szpitala i potrzeby sił zbrojnych, art. 66 ustawy o działalności leczniczej pozwala podmiotowi tworzącemu wejść na czwartą drogę – połączenie z uczelnianym szpitalem klinicznym. Partnerem powinna być właśnie uczelnia, a nie dowolny zakład, ponieważ tylko ona daje resortowi obrony to, czego sieci wojskowej dziś brakuje: bazę kliniczną dla Wojskowej Akademii Medycznej i specjalizacji lekarzy w mundurze, pełny katalog procedur medycznych dla żołnierzy wykonywanych dotąd poza szpitalem resortu oraz ścieżkę kariery naukowej, która zatrzyma w służbie absolwentów z 2033 roku.
Proponowane rozwiązanie traktuję jako tezę roboczą, a nie gotową rekomendację. Resort powinien poddać ją próbie w trybie chłodnej kalkulacji kosztów, zasobów kadrowych i dostępności świadczeń dla żołnierzy, zanim zdecyduje o modelu dalszego funkcjonowania i rozwoju wojskowej służby zdrowia.
W 2019 roku postulowałem planową, opartą na analizie potrzeb akwizycję przez resort obrony cywilnych podmiotów leczniczych w konkretnych lokalizacjach, co pozwoliłoby dostosować rozmieszczenie lecznic resortowych do nowej dyslokacji jednostek wojskowych na terenie kraju. Od tamtego czasu zmieniły się dwie rzeczy: dług odebrał części szpitali zdolność do przejmowania kogokolwiek, a nowelizacja z września 2025 roku otworzyła drogę konsolidacjom. Czwarta droga odwraca więc kierunek, ale nie cel: sieć ma odpowiadać potrzebom wojska, a nie historycznej mapie garnizonów. Wzór dostarcza armia Stanów Zjednoczonych, która kształci i doskonali personel medyczny w cywilnych szpitalach uniwersyteckich, zachowując w nich własne zespoły i priorytety.
W polskim wydaniu tego wzoru przejmującym byłaby placówka akademicka z tego samego miasta. Szpital resortu obrony zachowałby w jej strukturze wyodrębniony komponent wojskowy. Połączenie na takich warunkach uznać należy za celowe tam, gdzie oba zakłady dublują większość specjalności, a procedury kluczowe dla życia, zdrowia i sprawności żołnierzy wykonuje niemal wyłącznie ośrodek akademicki. W odróżnieniu od wymuszonej administracyjnie fuzji odległych placówek, jakiej wojskowa służba zdrowia doświadczyła w minionej dekadzie, wspólna lokalizacja usuwa główne źródło kosztów i oporu poprzedniej konsolidacji, czyli odległość, a efekty połączenia da się zmierzyć w horyzoncie jednego roku. Pierwszy pomiar przyniosą negocjacje z płatnikiem. Oba zakłady rozlicza jeden oddział wojewódzki NFZ, a nowy podmiot uzgodni z nim zakresy świadczeń naraz. Krótki dystans geograficzny ułatwia transfer pacjentów, a jeden pracodawca może elastycznie organizować pracę personelu zgodnie z bieżącymi potrzebami, co podnosi efektywność gospodarowania zasobami kadrowymi, o które dziś obie placówki rywalizują. Pierwszeństwo przyjęcia żołnierzy obejmie we wspólnej strukturze także procedury pozostające dotąd poza zasięgiem szpitala wojskowego. Zakupy leków i materiałów medycznych, prowadzone przez jednego zamawiającego dla obu lokalizacji, wzmocnią ponadto pozycję połączonej placówki wobec dostawców.
Rdzeniem czwartej drogi jest podział ról między ośrodek akademicki a komponent wojskowy. Szpital uniwersytecki przyjmowałby ostre urazy i wykonywał procedury wysokospecjalistyczne, podczas gdy szpital wojskowy rozwijałby na przykład ortopedię planową, chirurgię rekonstrukcyjną, protetykę i rehabilitację pourazową. Rozbudowę infrastruktury ortopedyczno-rehabilitacyjnej części wojskowej i cyfryzację obu lokalizacji mógłby sfinansować spoza budżetu obrony konkurs Funduszu Medycznego na konsolidacje szpitali, z pulą 1,149 mld zł i dotacją do 70 mln zł na projekt, o ile wniosek wpłynie do 30 października, a akt połączenia wejdzie w życie do 31 marca 2027 roku.
Z perspektywy resortu obrony czwarta droga ma sens wyłącznie wtedy, gdy porozumienie z uczelnią zagwarantuje żołnierzom odpowiedni do potrzeb katalog świadczeń i pierwszeństwo przyjęcia, a ministrowi obrony udział w nadzorze. Pierwsze tak zaplanowane połączenie, przeprowadzone w jednej starannie dobranej lokalizacji, powinno mieć charakter pilotażu. Ryzyko finansowe i kadrowe obejmie wtedy dwie placówki zamiast całej sieci, a resort zyska dane, których dziś mu brakuje: pomiar przed konsolidacją i po niej pokaże, jak zmieniają się czas oczekiwania żołnierza na świadczenie, wynik finansowy i dług wymagalny. Przedsięwzięcie stanie się zarazem praktyczną weryfikacją, w polskich realiach prawnych i finansowych, modelu współpracy wojskowej służby zdrowia z medycyną akademicką, z którego korzysta armia Stanów Zjednoczonych.
Zaległa decyzja, rosnący rachunek
Czerwcowa analiza pozwalała jeszcze traktować wzrost długu z początku roku jako epizod, ale dane za drugi kwartał, z przyrostem o ponad 49 proc., odebrały tej interpretacji podstawę. Pojedynczy zły wynik można przetrwać, trendu, w którym dług wymagalny w półtora roku przekroczył czterokrotnie maksimum z lat 2010-2024, przeczekać się nie da. Każde trzy miesiące zwłoki dokładają, w tempie z drugiego kwartału, blisko 60 mln zł zaległości i uszczuplają płynność, z której szpitale opłacają personel i dostawców. Termin trzech rozstrzygnięć wyznaczają prace nad budżetem na 2027 rok i nowelizacją ustawy o obronie Ojczyzny. Czwarta droga zamyka się wcześniej, 30 października, wraz z naborem Funduszu Medycznego.
Jeżeli decyzja zapadnie przed 30 października i przed uchwaleniem budżetu, państwo zapłaci za gotowość szpitali wojskowych świadomie i na własnych warunkach. Jeżeli nie, zapłaci i tak, w roli żyranta mimo woli.