• Co oznaczałby wyjazd 20 mln Ukraińców dla demograficznej przyszłości ich państwa?
• Jak duża populacja jest Ukrainie potrzebna do odbudowy i dalszego rozwoju?
• Kto odbuduje Ukrainę po wojnie, skoro już dziś brakuje tam rąk do pracy?
Ukraina na krawędzi demograficznej katastrofy?
Nie dość, że w świetle ostatnich wypowiedzi Donalda Trumpa prezydent Ukrainy zdaje się być dla Białego Domu coraz bardziej persona non grata, to Ukrainę – czego nawet władze przy Bankowej nie ukrywają – czeka ciężka zima. Nie tylko dlatego, że w tej części świata zimy bywają mroźne. Przede wszystkim dlatego, że bez energetyki, którą Rosja systematycznie niszczy (szacuje się, że Ukraina straciła blisko 90 proc. mocy swoich konwencjonalnych elektrowni), Ukraińcom przyjdzie jeszcze trudniej żyć. Przy niedostatku środków obrony przeciwlotniczej wielu Ukraińców straci życie, a widmo uzyskania przez Moskwę przewagi w tej wojnie stanie się bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej.
Wróćmy do ostrzeżenia, które Zełenski wygłosił (16 października) w Brukseli, podczas spotkania z dziennikarzami. Prezydent Ukrainy uczestniczył w szczycie przywódców Unii Europejskiej. Powiedział:
„Co się stanie, jeśli poniesiemy klęskę? 20 milionów Ukraińców może przybyć do Europy, ponieważ Putin nas zniszczy i wypędzi…”.
Przed wybuchem wojny rosyjsko-ukraińskiej populacja Ukrainy oscylowała wokół 41 mln. Ukraińscy demografowie uważają, że realny próg, poniżej którego kraj nie powinien zejść przy odpowiedniej polityce państwa, to 25 mln osób. Według prognoz ONZ w 2100 r. populacja Ukrainy zmniejszy się do 15,3 mln. Wojna raczej zakończy się znacznie wcześniej. Gdyby jednak Ukraina ją przegrała, na Zachód mogłoby wyjechać „20 mln Ukraińców”.
Na Bankowej doskonale wiedzą, że obecnie ok. 4 mln Ukraińców (choć podawane są również dane mówiące o 6 mln) nadal przebywa za granicą jako uchodźcy wojenni, korzystając z tzw. ochrony tymczasowej. Dodatkowo ok. 5 mln obywateli Ukrainy żyje w obwodach zajętych przez Rosję i przyłączonych do Federacji Rosyjskiej. Nie wiadomo, ilu Ukraińców – cywilów i żołnierzy – dotychczas zginęło.
Demograficzna arytmetyka prezydenta Ukrainy
Zatem jeśli założy się, że ostrzeżenie Zełenskiego nie jest elementem planowej presji na Zachód, by jeszcze bardziej angażował się w różne formy pomocy dla Ukrainy, pojawia się pytanie o demograficzne konsekwencje katastroficznego scenariusza. Instytut Demografii i Badań Jakości Życia Narodowej Akademii Nauk Ukrainy szacuje, że obecnie w państwie ukraińskim żyje 29 mln osób. Odpływ 20 mln mieszkańców w jakiejś perspektywie czasowej oznaczałby, że w państwie pozostałoby zaledwie 9 mln ludzi.
To oczywiście hipotetyczne wyliczenie, a nie naukowa prognoza demograficzna. To, co przedstawił Zełenski, również raczej nie było naukową estymacją. Nie wiadomo bowiem:
• ilu spośród potencjalnych emigrantów stanowiliby ludzie już dziś przebywający za granicą,
• ilu zdecydowałoby się wyjechać dopiero po klęsce Ukrainy,
• ilu pozostałoby w kraju mimo rosyjskiego zwycięstwa.
Sama skala podanej przez Zełenskiego liczby pokazuje jednak, do jak dramatycznych konsekwencji demograficznych prowadziłoby potraktowanie jego słów dosłownie.
Gdy skończy się wojna, populacja Ukrainy zmniejszy się. Nie aż tak dramatycznie, jak sugeruje Zełenski, ale sytuacja demograficzna niewątpliwie się pogorszy. Nie należy spodziewać się, że miliony emigrantów-uciekinierów postanowią zrezygnować ze względnie spokojnego życia na obczyźnie i wrócić do zrujnowanej ojczyzny. Można natomiast oczekiwać, że rozpocznie się proces łączenia rodzin. Ukrainę opuści jakaś część jej mieszkańców – o ile Kijów nie wprowadzi ograniczeń w emigracji, co jest prawdopodobne. Wątpliwe jednak, by chodziło o kolejne miliony emigrantów. Zachód nie przyjmie ich wszystkich, nawet gdyby Kijów pozwolił im opuścić kraj.
A raczej władze powojennej Ukrainy, niezależnie od tego, kto będzie głową państwa, będą starały się powstrzymać falę hipotetycznej emigracji z czysto pragmatycznych przyczyn. Ktoś musi odbudować państwo ze zniszczeń. Nastąpi to w znaczącej mierze za europejskie pieniądze, ale to Ukraińcy muszą nie tylko w przenośni, lecz także dosłownie podnosić swoje państwo z ruin.
Rąk do pracy już brakuje, czyli kto odbuduje Ukrainę
Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM — International Organization for Migration) już w minionych latach wskazywał w swoich analizach, że sprowadzenie Ukraińców z emigracji może nie wystarczyć. Eksperci organizacji uważają, że Kijów powinien stworzyć legalne ścieżki zatrudniania cudzoziemców. To prosta konstatacja wynikająca z danych resortu gospodarki, czyli Ministerstwa Gospodarki, Środowiska i Rolnictwa Ukrainy, które wyliczyło, że brakuje 4,5 mln pracowników, by można było – gdy nadejdzie taki czas – przystąpić do efektywnej odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych.
Według Państwowej Służby Statystycznej Ukrainy średnia liczba pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy w sierpniu 2026 r. wyniosła 5,5 mln osób, czyli o 150 tys. więcej niż w sierpniu 2025 r. Urząd podkreśla, że „w wyniku działań wojennych, migracji ludności oraz poboru mężczyzn i kobiet do służby wojskowej podaż siły roboczej pozostaje ograniczona”.
Zatem Ukraina będzie musiała – zresztą już teraz to robi – posiłkować się imigrantami zarobkowymi spoza Europy. Obecnie ukraińskie firmy rekrutują głównie pracowników z Indii, Bangladeszu, Nepalu, Pakistanu i Iraku. Szacuje się, że zatrudniają one kilka tysięcy takich pracowników. „Ukraina dopiero rozpoczyna swoją drogę do pozyskiwania zagranicznej siły roboczej. Pojawiają się pierwsze sukcesy, gromadzimy doświadczenia i opracowujemy wewnętrzne standardy” –podkreślono w tematycznej publikacji portal Kyiv Independent.
Te regulacje Ukraina musi opracować, nie czekając z tym procesem do zakończenia wojny, która – jak ostrzega Zełenski – może zakończyć się dla niej klęską.
Co dla Ukrainy może oznaczać „przegrana wojna”? Czy to, że Rosja zajmie cały kraj, od Donbasu po Bug? Nie. To jest obecnie niemożliwe.
A co oznacza dla Ukrainy pojęcie „wygranej wojny”? Czy to, że Ukraińcy odbiją 20 proc. okupowanych terytoriów? Nie. To również nie jest obecnie możliwe.
W tej wojnie żadna ze stron konfliktu nie osiągnie wszystkich zamierzonych celów. Musi ją zakończyć pokój.
75 proc. Ukraińców (według sondażu KIIS) zgadza się na negocjacje z Rosją w sprawie zakończenia wojny. 64 proc. Rosjan (według sondażu Centrum Lewady) opowiada się za natychmiastowym przystąpieniem do negocjacji z Ukrainą.
Obie strony mówią o zakończeniu wojny „sprawiedliwym pokojem” (choć Ukraina wyraźniej zabiega o jego zawarcie). Problem w tym, że nie da się jednoznacznie zdefiniować pojęcia „sprawiedliwego pokoju”, tak samo jak nie można stworzyć definicji stołu…