Zasadnicza służba wojskowa. Bariery moralne i strukturalne

2026-10-18 11:52

Kamil Pachecki (specjalista ds. obronności w Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego) komentuje dyskusję wokół koncepcji przywrócenia obowiązkowej, zasadniczej służby wojskowej. Takie propozycje pojawiają się w programach partii politycznych już na rok przed wyborami. Choć większość Polaków popiera tę koncepcję, to wielu deklaruje publicznie, że na żaden pobór się nie godzi i za Polskę walczyć nie będzie. Dlaczego obowiązek obrony nie jest dziś moralnie oczywisty? – pyta komentator. Poniżej publikujemy pełny tekst analizy przypadku.

Szereg żołnierzy w mundurach i wysokich butach. Na miniaturze obok salutujący żołnierz. Czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: Andrzej Bęben W PRL zasadnicza służba wojskowa była „zaszczytnym obowiązkiem względem Ojczyzny”

• Propozycje przywrócenia zasadniczej służby wojskowej budzą silne, emocjonalne protesty części społeczeństwa.

• Masowa odmowa obrony oznacza w praktyce rezygnację z własnego terytorium i suwerenności .

• Służba wojskowa powinna łączyć się z realnymi korzyściami, przykład proobronnościowej postawy winien iść z tzw. góry.

• Możliwe, że ani masowa armia poborowa w starym stylu, ani wyłącznie armia zawodowa nie odpowiadają współczesnym wyzwaniom.

• Wprowadzenie obowiązkowego poboru wymaga gruntownej reformy kwalifikacji wojskowej oraz bazy szkoleniowo-logistycznej, co jest zadaniem nie do zrealizowania w krótkim czasie.

Przywrócenie „zaszczytnego obowiązku względem Ojczyzny” nie byłoby proste i łatwe

Najpierw trzeba uczciwie przyznać, że praktyczna realizacja tej koncepcji to zadanie czasochłonne, kosztowne i skomplikowane. Po dziś dzień nie udało się załatwić spraw równie pilnych, a często o wiele, wiele prostszych. Nie trzeba być wielkim przeciwnikiem poboru, by zgodzić się, że politycy przez kilka dekad lekceważyli przygotowanie obronne, a dzisiaj, w dobie kryzysu, chcą powiedzieć jeszcze „daj”.

Wypowiedzi polityków i ekspertów przekonujących o konieczności przywrócenia poboru, jak np. Sławomira Mentzena czy Sławomira Dębskiego, w ogólnopolskiej internetowej dyskusji spotkały się z falą krytyki. Liczne głosy protestu wydawały się zdumiewająco zawzięte i emocjonalne.

Legitymizacja obowiązku obrony w oczywisty sposób zależy od jakości państwa, które ten obowiązek nakłada. Gwałtownie ukazało się jednak przed nami radykalne osłabienie poczucia wspólnoty, w skrajnej postaci zupełne z niej wyalienowanie. Zamiast poczucia obowiązku pojawia się logika transakcji: skoro jestem niezadowolony z państwa, to nie jestem mu nic winien.

Propozycje przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej pojawiają się w programach partii politycznych już na rok przed wyborami. Choć większość Polaków popiera tę koncepcję, to wielu deklaruje publicznie, że na żaden pobór się nie godzi i za Polskę walczyć nie będzie. Dlaczego obowiązek obrony nie jest dziś moralnie oczywisty?

Po dziś dzień nie udało się załatwić spraw równie pilnych, a często o wiele, wiele prostszych. Nie trzeba być wielkim przeciwnikiem poboru, by zgodzić się, że politycy przez kilka dekad lekceważyli przygotowanie obronne, a dzisiaj, w dobie kryzysu, chcą powiedzieć jeszcze „daj”.

GARDA: płk Marek Pietrzak o programie wGotowości
Chłopaków brać do WOJSKA! Kobiety też, bo równouprawnienie! Polacy GOTOWI na obowiązkowy pobór do ARMII? – Komentery

Czy można więc mówić o porażce wychowawczej państwa?

Problem polega jednak na tym, że obywatelska zgoda na istnienie powszechnego obowiązku obrony Ojczyzny jest konstrukcją zupełnie fundamentalną dla samego istnienia państwa. Gdybyśmy w ramach wniosku końcowego niniejszej dyskusji kolektywnie zgodzili się, że tej rzekomo smutnej, zaniedbanej, opresyjnej i podłej III RP bronić swoimi rękami nie chcemy i nie będziemy, to właściwie każda inna zasada traci na znaczeniu.

Byłby to najwyraźniejszy sygnał, że grupa ludzi zamieszkująca określone terytorium nie życzy sobie dalszego istnienia organizmu politycznego w danym kształcie, i odda go komukolwiek chętnemu bez oporu.

Byłby to też moment, w którym równie dobrze moglibyśmy zwinąć flagi, rozwiązać instytucje, sprzedać mienie i żyć dalej, może nawet podobnie, każdy sobie, w księstwach zarządzanych przez tych, którzy zgromadzili najwięcej kapitału; oczywiście, o ile wcześniej do zgarnięcia władzy nie zgłosi się jakiś większy feudał.

Czy można więc mówić o porażce wychowawczej państwa? Cóż, być może nie umiemy racjonalnie zdecydować, czy w ogóle jesteśmy zadowoleni z siebie, z państwa, które sobie urządziliśmy.

Dobrobyt wydaje się względny i kruchy: dzisiaj mamy co jeść i deszcz na głowę nie pada, ale – jak się mawia – mityczną polską klasę średnią (która byłaby w największym stopniu obciążona poborem) od bankructwa dzielą trzy miesiące bezrobocia. Drażnią nas hasła o Polsce jako 20. gospodarce świata, rozwój jest wolniejszy od oczekiwań. Byt określił naszą świadomość w następującym kierunku: mamy zbyt mało, by się dodatkowo narażać.

Trudno dziś z przekonaniem głosić hasło, że wszyscy Polacy to jedna rodzina, a egoistyczne postawy życiowe są na dłuższą metę szkodliwe. Nie da się ukryć, że całe lata neoliberalnej propagandy i indywidualistycznej inżynierii społecznej zrobiły swoje.

Nastroje Polaków są jak uderzenia wahadła: raz kontestacja, raz afirmacja, i tak w kółko. Poprzednia epoka konsumowania polskości orbitowała wokół papieża-Polaka i panteonu bohaterów narodowych.

Odkrywaliśmy naszą historię poprzez odzież patriotyczną, uczęszczaliśmy bez wyjątków na katechezę, słuchaliśmy o wojnach, powstaniach i obalaniu komuny. Od nastroju powagi i zadumy na każdym apelu szkolnym więdły nam uszy. Jeśli ta prawidłowość się utrzyma, pokolenie, które przyjdzie po nas, będzie miało dzisiejszych Polaków za nihilistów i zaprzańców.

Najczęściej za przywróceniem obowiązku są ci, których on by nie dotyczył

Niechęć do służby wynika także z silnie zakorzenionego u nas przekonania, że hasło „pójdź do wojska” oznacza „zgiń na wojnie”. Uważam, że w rozmowie o szeroko rozumianym obowiązku obrony straszenie wizją mięsa armatniego nie służy dobru sprawy, ale takie wyobrażenie wojny i jej rezultatów nie wzięło się znikąd i nie powinno dziwić.

Inną sprawą jest kwestia nierównego rozłożenia ciężaru obrony. To jeden z największych problemów współczesnej Polski. Dyskusja o tym, kto ma być konkretnie objęty obowiązkiem obrony i na jakich warunkach, leży dokładnie w punkcie przecięcia konfliktów interesów: posiadający–pracujący, starzy–młodzi, kobiety–mężczyźni, sektor publiczny–sektor prywatny. Niestety, te konflikty podkopują moralną legitymację całego systemu obronnego.

Człowiekowi bogatemu teoretycznie bardziej zależy na podniesieniu poziomu bezpieczeństwa w celu ochrony swojego majątku, a jednocześnie jego zasoby pozwalają mu uniknąć związanego z tym ryzyka osobistego udziału; tyczy się to również stanowisk politycznych.

Obowiązkową służbę wojskową popierają w znacznej większości te grupy wiekowe, których ona już praktycznie nie dotyczy. Domyślnie wyłączone z poboru są kobiety, choć ekstremalnie niska dzietność w Polsce podważa racjonalne podstawy tego uwarunkowania. Kto w takim układzie pozostanie wierny zasadom i poświęci siebie, ten może uznać, że wyjdzie na frajera.

Czy nadeszła więc pora, by postawić na ulicach budki, w których będzie można dla świętego spokoju oficjalnie zrzec się praw obywatelskich?

Na ratunek przed popadnięciem w szaleństwo przychodzi nam nieco już zakurzona konserwatywna koncepcja państwa. W swoim najszlachetniejszym wydaniu podkreśla ona ciągłość wspólnoty politycznej istniejącej niezależnie od aktualnej władzy, oraz widzi w społeczeństwie coś więcej niż giełdę kontraktów między konsumentem a usługodawcą. Popularny zwłaszcza w prawicowych kręgach pogląd zakłada, że godność i prawa obywatela powinny należeć się tym tylko, którzy za posiadane przywileje, zasoby, władzę i status w razie potrzeby gotowi są zapłacić najwyższą cenę.

Służba wojskowa powinna wiązać się z korzyściami majątkowymi i statusowymi

Według tej starej, konserwatywnej idei przykład idzie z góry: im wyżej na drabinie społecznej dany obywatel stoi, tym większą powinien cechować się zdolnością do ponoszenia odpowiedzialności. To połączenie już dziś nie funkcjonuje i wielka szkoda, że jako społeczeństwo nie potrafimy tej myśli dobrze wyartykułować i wymagać jej stosowania.

Niekiedy kusząca wydaje się wizja powrotu do stanu rycerskiego czy kasty wojowników. Przez całe stulecia władcy wystawiali swoje reprezentacje silnorękich, którzy byli wybitnie uprzywilejowani, ale za to w razie potrzeby musieli dać się przebić włócznią za swego króla.

Służba wojskowa powinna wiązać się z korzyściami majątkowymi i statusowymi, w naturalny sposób stanowiąc ścieżkę awansu społecznego, natomiast wartością nadrzędną jest tutaj egalitaryzm przedsięwzięcia obronnego.

Masowe armie obywatelskie, motywowane skromnym żołdem i przede wszystkim miłością do ojczyzny, kojarzą się głównie z gigantycznym wysiłkiem wojennym, typowym dla wojen światowych.

Atrakcyjniejsza wydaje się koncepcja niewielkiej liczebnie, ale lepiej wyszkolonej i uzbrojonej współczesnej armii zawodowej, ale w dzisiejszych czasach widoczne są jej ograniczenia.

Aspirujemy zatem do wprowadzenia systemu obrony powszechnej, który powinien pomóc Polsce zabezpieczyć się zarówno przed bieżącym zagrożeniem (wojną hybrydową) ze strony Rosji, jak i przygotować się na następne dekady, w których nastąpić może załamanie bezpieczeństwa globalnego.

Główna zasada tego systemu brzmi: każda indywidualna jednostka zna swoje miejsce w strukturze i wykonuje określone zadania, niekoniecznie militarne. Służba wojskowa jest jednym z elementów i wewnątrz niej również zadania są zróżnicowane: we współczesnych armiach na jednego żołnierza walczącego przypada kilku wykonujących obowiązki wsparcia czy zaopatrzenia.

Obowiązek obrony własnego państwa wymaga zdefiniowania na nowo?

Czy możliwe jest więc, aby wprowadzić i zrealizować pobór do wojska po prostu bardzo dobrze od początku do końca? Jeśli obowiązkowa służba wojskowa okazałaby się po prostu kontynuacją doskonale znanych błędów systemowych, organizacyjnego bałaganu, typowej dla wojska fikcji, betonozy, niedasizmu i otwartych furtek dla cwaniactwa, nie uda się odbudować zaufania społecznego, niezbędnego dla bezpieczeństwa narodowego niczym tlen.

Lista praktycznych problemów, z którymi boryka się Wojsko Polskie, a są konieczne do rozwiązania, by całe przedsięwzięcie w ogóle miało sens, jest oczywiście bardzo długa. Z samego początku potrzebna jest najprawdopodobniej totalna reforma powszechnej kwalifikacji wojskowej, by była zwyczajnie wiarygodna, skrupulatna i realnie uwzględniała predyspozycje.

Dziś poważny problem wystąpiłby już na etapie wyekwipowania kilkudziesięciu tysięcy poborowych i rozlokowania ich w odpowiednich warunkach w jednostkach wojskowych. Od pierwszego dnia służby zapewne zdarzałyby się zacięcia organizacyjne, marnowanie czasu na nieproduktywnych zajęciach czy niezrozumiałe decyzje kadry dowódczej.

Projekty obowiązkowej służby wojskowej, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, muszą brać to wszystko pod uwagę. Za główny antywzór uważa się oczywiście „zetkę” w starym stylu, natomiast zaczerpnąć można niektóre rozwiązania znane z Wojsk Obrony Terytorialnej, np. elastyczna czasowo forma służby z ćwiczeniami rotacyjnymi, dostosowany do możliwości program szkolenia, ukierunkowanie na wsparcie lokalnej społeczności.

To, co jest w WOT wyjątkowo istotne i ciekawe, to odwrócenie negatywnego wizerunku z początków tego rodzaju sił zbrojnych i nawet wytworzenie swoistego esprit de corps. W ciągu kilku lat wykazali się zaangażowaniem na tyle, by udało im się w pewnym sensie połączyć samo „bycie w wojsku” z prawdziwym poczuciem przysłużenia się bezpieczeństwu wspólnoty.

Inne koncepcje z dziedziny obronności w tym duchu, jak Powszechna Służba Państwowa czy Powszechna Służba Publiczna, stawiają na wytworzenie pewnego obywatelskiego rytuału wejścia w dorosłe życie.

Młody człowiek integruje się w stawiającym pewne wymagania środowisku, robiąc coś realnego dla wspólnoty, ucząc się współpracy i odpowiedzialności, a w zamian otrzymuje kompetencje oraz wynagrodzenie i inne realne korzyści.

Niektórych oczywiście przekonać się nie uda i decyzja o wprowadzeniu obowiązkowej służby wojskowej w jakiejkolwiek postaci będzie z pewnością kontrowersyjna. Obowiązek obrony własnego państwa może być gorzką pigułką albo manifestacją patriotyzmu, fundamentalnym obowiązkiem albo serią trudnych wyrzeczeń, ale nie można się z niego zwolnić. Być może stajemy przed szansą, żeby zdefiniować go na nowo.

***

Śródtytuły pochodzą od redakcyjnego opracowania analizy „Kryzys obywatelskiego obowiązku. Kto nie chce bronić Ojczyzny”.